Mexico 2000 – „na południe Meksyku” 

Wyprawa doszła do skutku w wyniku ustaleń z moim czeskim kolegą Honzą Chalupa. Zaplanowaliśmy wyjazd w cztery osoby, tj.: ja z moją małżonką i Honza ze swoją partnerką Katią. Celem wyprawy było południe Meksyku, które tak naprawdę przez kaktusiarską brać odwiedzane jest bardzo rzadko.

31.03.2000 piątek – Mexico City,

Lecieliśmy przez Frankfurt niemieckimi liniami Lufthansa. Z Honzą i Katią spotkaliśmy się na lotnisku we Frankfurcie. Planowo dolecieliśmy do Meksyku, gdzie przy odprawie mieliśmy zielone światło, więc już po chwili byliśmy w holu głównym Terminalu. Oczywiście dobre pół godziny czekaliśmy na pojawienie się ponad oczekującym tłumem tabliczki z napisem „Chalupa”, oznaczającej nasze zamówione auto typu Volkswagen Bus. Przez ten czas zdążyliśmy wymienić walutę na peso. Ponieważ przybyliśmy do Meksyku późno, więc dopytaliśmy tylko o najbliższy hotel i za dość sporą kwotę pieniędzy przenocowaliśmy w bardzo porządnych pokojach.

01.04.2000 sobota – Tula de Aliende, Hid. (motel 160 peso za pokój 2 os.)

O świcie wyruszyliśmy przez miasto, uprzednio się tankując, w kierunku północnym, do niezbyt odległego miasta Tula de Aliende, znanego z zespołu zabytków prekolumbijskich Indian, którego główną atrakcją jest niewysoka i nisko ścięta piramida –

świątynia Tlahuitzcalpantecuhtli (bóstwo Gwiazdy porannej) z wieloma posągami wykonanymi z kamienia bazaltowego, przedstawiającymi tolteckich wojowników, później nazwanych Atlantami.

Prawdopodobnie te posągi stanowiły podpory unoszące dach świątyni. Spędziliśmy tu jakąś godzinkę i pojechaliśmy dalej na północ.

  

Coryphantha cornifera GM513.1

Opuntia microdasys GM513.2

Zatrzymaliśmy się niedaleko osady Tlacotlapilco, gdzie oprócz Neolloydia conoidea, Coryphantha octacantha, Coryphantha cornifera GM513.1, Opuntia microdasys GM513.2 największą atrakcją były pięknie ociernione Echinofossulocactus anfractuosus GM513, a którym nie zrobiłem żadnego zdjęcia, gdyż rosły w niezbyt ciekawych miejscach. Dojechaliśmy do głównej drogi wiodącej z Pachuca do Ixmiquilpan i skierowaliśmy się w lewo. Minęliśmy Ixmiquilpan przeciskając się przez niemiłosiernie zatłoczone uliczki i zostawiając nasze panie przy rynku.

  

Turbinicarpus pseudomacrochele v. albiflorus GM514

Echinofossulocactus anfractuosus GM481

Ja i Honza podążyliśmy w kierunku Cardonal, gdyż koniecznie chcieliśmy zobaczyć tamtejsze populacje kaktusów. Na białych wapiennych skałach wznoszących się po prawej stronie drogi znaleźliśmy: Coryphantha cornifera o cierniach żółtych i brązowych, Echinofossulocactus anfractuosus GM481, Cylindropuntia invicta i to, po co tu przyjechaliśmy, Turbinicarpus pseudomacrochele v. albiflorus GM514. Szczęśliwi ze znaleziska wróciliśmy do miasta, zabraliśmy nasze panie i już za miastem skorzystaliśmy z hotelu. 

02.04.2000 niedziela – Ixmiquilpan, Hid. (hotel 325 peso za pokój 4 os.)

Ponieważ zamiarem naszym było zwiedzanie południa kraju, więc spakowaliśmy się i ruszyliśmy przez Pachuca, Ciudad Sahagun w kierunku Otumba. Pierwszy postój urządziliśmy w pobliżu La Flor, gdzie już kiedyś byłem i gdzie rosną Mammillaria elongata i Echinofossulocactus dichroacanthus GM005. Pomiędzy Cd. Sahagun i Otumba zatrzymaliśmy się na przydrożnym śmietnisku, sądząc z walających się na nim puszek, butelek i foliowych opakowań. Jedynie to miejsce nadawało się do poszukiwań kaktusów, bowiem dookoła rozciągały się pola uprawne, a na tych jak wiadomo, trudno ich się spodziewać, poza uprawianymi często opuncjami.

  

Coryphantha ottonis  GM515.2                                                        Coryphantha pycnacantha GM515.1

Poza Mammillaria uncinata GM515 znaleźliśmy jedynie Coryphantha pycnacantha GM515.1 i Coryphantha ottonis. Dalsza droga zaprowadziła nas do najbardziej znanego kompleksu piramid w Teotihuacan.

Teotihuacan, Piramida Księżyca oraz Katia i Maria

  

w głębi Piramida Słońca                                        Mammillaria magnimamma GM559

Musieliśmy się wdrapać na Piramidę Księżyca, a ponieważ była to niedziela, więc spędziliśmy czas w tłumie turystów. W otoczeniu piramid, tam gdzie turyści nie przebywają, widzieliśmy wielkie grupy kwitnących Mammillaria magnimamma GM559. Dotarliśmy do miasteczka Calpulalpan, gdzie w przydrożnej restauracji zjedliśmy pieczonego kurczaka, do którego podane były liście opuncji. Małżonka ani Katia nie chciały tego zielska próbować, więc ja i Honza zjedliśmy podwójne porcje. Smakowały dobrze, trochę jak nasze ogórki małosolne. Z tym jedzeniem było dość zabawnie, bo gdy zażądaliśmy widelców, to poszukiwania trwały w kilku okolicznych domach przez pewien czas. Tu bowiem nikt nie jada inaczej niż palcami. W pobliżu znaleźliśmy jakiś hotelik.

03.04.2000 poniedziałek – Calpulalpan, Tlaxcala (hotel El Paradiso 120 peso za pokój 2 os.)

O godzinie pierwszej w nocy niesamowity ból brzucha zmusił mnie do odwiedzenia przybytku. Odwiedziny trwały niemal bezustannie do szóstej rano, po czym atak ustąpił tak nagle, jak się pojawił. Honzie przydarzyło się to samo. Oznacza to, że nie było to zatrucie bakteriologiczne, ale trującymi związkami chemicznymi zawartymi w roślinie, alkaloidami, do których nasze organizmy nie były przyzwyczajone. Nasze dziewczyny zdrowe, bo nie jadły zielska, postanowiły rano zdobyć dla nas gorącą herbatę. Nie mogąc się dogadać w najbliższym lokalu gastronomicznym, uzyskały pozwolenie przejrzenia zawartości ich szuflad. Znalazły tam torebki podobne do herbaty ekspresowej, na których było napisane „Te de manzanilla”. Po zaparzeniu okazało się, że jest to rumianek. W ten sposób kurowaliśmy się do wieczora, a na noc pozostaliśmy w tym samym hotelu.

04.04.2000 wtorek – Calpulalpan, Tlaxcala (hotel El Paradiso 120 peso za pokój 2 os.)

Po nabraniu sił mogliśmy wreszcie kontynuować marszrutę. Przecięliśmy stan Tlaxcala w kierunku południowym i znaleźliśmy się w stanie Puebla. Szybko też przebiliśmy się przez główne miasto o analogicznej nazwie Puebla, minęliśmy Tecamachalco i za jego obrzeżami zjechaliśmy w lewo, w napotkaną polną drogę.

Ferocactus robustus GM517

Droga wiodła przez porośnięte zaschniętą już dawno trawą, biało gliniaste tereny. Zatrzymały nas wielkie kopce utworzone przez Ferocactus robustus GM517. Przy nich dostrzegliśmy mocno zagłębione w ziemi Coryphantha pallida GM518, ale znaleźliśmy też

Mammillaria pectinifera GM516

Mammillaria pectinifera GM516, a na tej najbardziej nam zależało. Teren, na którym występują, znajduje się o kilkaset metrów od najbliższych zabudowań i z całą pewnością za kilka lat ich już tu nie będzie, ponieważ wszelkie większe osady i miasta w Meksyku powiększają swój teren w tempie niezwykle szybkim. Można tylko pokładać nadzieję w tym, że występują one także na innych, bardziej oddalonych terenach. Wróciliśmy za Tecamachalco i skręciliśmy w pierwszą drogę prowadzącą na północ, chcąc z tamtej strony okrążyć miasto. Droga zawiodła nas do osady Cañada Morelos, za którą się zatrzymaliśmy na chwilę.

  

Mammillaria sphacellata GM519.1                                                   Mammillaria haageana GM519.4

Coryphantha pallida GM519.2

Mammillaria mystax GM519.3

Tu zobaczyliśmy Ferocactus latispinus v. spiralis GM519. Nieco dale znowu się zatrzymaliśmy, choć na krótko, bo nasze dziewczyny stwierdziły, że w aucie jest za gorąco, by w nim siedzieć, a na zewnątrz jest śmietnik, po którym też nie będą chodzić. Jeśli chcemy tu pozostać, musimy je zawieść do jakiegoś lokalu. Tyle, że do najbliższego lokalu było strasznie daleko. Przez tą chwilę zobaczyliśmy Mammillaria sphacellata GM519.1, M. mystax GM519.3, prawdopodobnie M. haageana GM519.4 oraz Coryphantha pallida GM519.2.

  

Coryphantha calipensis GM520                                                      Ferocactus recurvus GM521

  

Mammillaria carnea GM522                                                            Opuntia sp. GM522.1

Pojechaliśmy więc dalej, zatrzymując się tym razem w nieco bardziej czystym miejscu blisko Coxcatlan. W gęstej i wysokiej, choć uschniętej trawie znaleźliśmy Coryphantha calipensis GM520, Ferocactus recurvus GM521, Mammillaria carnea GM522 i jakąś czerwono kwitnącą Opuntia sp. GM522.1. Podobno Ferocactus latispinus na południe od Mexico City nie rośnie, bo ograniczają go wysokie góry, więc ja dla rozróżnienia nazwałem populację dla mnie typowych latispinusów z Morelos Canada jako Ferocactus latispinus v. spiralis, w odróżnieniu do wszędzie występujących tu Ferocactus recurvus, rosnących słupkowo i wyglądających zupełnie inaczej. Taksonomowie uważają, że obie powyższe nazwy są synonimami. Ja nie mogę się z tym zgodzić. Być może tak jest, ale w takim razie widziana przez nas populacja jest populacją Ferocactus latispinus, co oznacza, że mogą one rosnąc bardziej na południe, niż dotąd się uważało.

  

Mammillaria crucigera GM523

  

Mammillaria supertexta GM526.1.                                                  Cephalocereus hoppenstedtii GM526.2

Na pograniczu stanów Puebla i Oaxaca, za osadą Tilapa a przed Teotitlan, zatrzymały nas żółtawe niemal pionowe skały. Na tych pionowych skalnych ścianach zwieszają się Mammillaria crucigera GM523, którą zawsze chciałem zobaczyć w przyrodzie, ponieważ w kolekcjach zawsze była niezwykle rzadka, zapewne z uwagi na fakt, że kwiaty najczęściej nie dają się zapylić. Razem z nimi występuje tu jedna z piękniejszych agaw, Agave macroacantha GM526. Poniżej skał dominowały wysokie słupy Cephalocereus hoppenstedtii GM526.2, natomiast pod krzakami rosły Mammillaria carnea GM524, Ferocactus recurvus GM525 i Mammillaria supertexta GM526.1. Z wysokich drzew z rodzaju Ceiba sp. GM560 rozlatywały się dokoła nasiona zawieszone na puchowych latawcach. Zmierzając do Cuicatlan zatrzymaliśmy się jeszcze niedaleko San Juan de los Cues, gdy po lewej stronie zobaczyliśmy niezbyt odległe skały. Na nich znaleźliśmy dość ciekawą populację Mammillaria huitzilopochtli GM527. Niektóre z tych roślin, bo nie wszystkie, miały krótkie i dość twarde ciernie środkowe, które jednak przy poruszeniu łatwo się wyłamywały. Słońce było już na tyle nisko, że fotografii nie próbowaliśmy robić.


05.04.2000 środa – Cuicatlan, Oaxaca (hotel 90 peso za pokój 2 os.)

Rano pozostawiliśmy dziewczyny w hotelu, a sami ruszyliśmy drogą wiodącą ku widocznym czerwonym górom, wznoszącym się nad miastem. Zatrzymaliśmy się tuż pod skałami, a sami zaczęliśmy się wspinać.

  

Mammillaria huitzilopochtli GM528

stanowisko Mammillaria huitzilopochtli GM528

  

  

Pachycereus weberi GM528.1                     Agave potatorum GM528.2                         Mammillaria huitzilopochtli GM528

Teren ponad Cuicatlan porośnięty był kandelabrami Pachycereus weberi GM528.1

Gdy dotarliśmy do niemal pionowych ścian, na które już żadna ścieżka nie wiodła, zobaczyliśmy, że są one inkrustowane białymi, lecz mocno pokrytymi czerwonym błotem pojedynczymi główkami Mammillaria huitzilopochtli GM528. Te mamilarie znane są pod numerem polowym LAU066A. Nie posiadają one zupełnie cierni środkowych. Cała okolica ozdobiona była kandelabrowo rozgałęziającymi się Pachycereus weberi GM528.1. Jeszcze tylko rzuciła nam się w oczy niebiesko zabarwiona Agave potatorum GM528.2.

Mammillaria polyedra GM529

Zabraliśmy panie z hotelu i udaliśmy się dalej na południe. Tym razem zatrzymała nas niedaleko San Juan Tonaltepec, grupa z daleka widocznych, oblegających krawędzie przydrożnych skał, Mammillaria polyedra GM529. Był to piękny widok.

ruiny prekolumbijskiego miasta Monte Alban

pozostałości po kulturze mieszkańców Monte Alban

Przemierzyliśmy wielkie miasto Oaxaca i wdrapaliśmy się na niedalekie płaskie wzgórza, na których został znaleziony i aktualnie poddawany zabiegom konserwatorskim zespół ruin znanych pod nazwą Monte Alban. Początek temu kompleksowi dali Olmekowie około 300 lat p.n.e., później zastąpili ich Zapotekowie. Dopiero około 800 roku n.e. władanie miastem przejęli Indianie Mistekowie, przejmując dziedzictwo kulturowe i czyniąc z niego podstawy własnej kultury. Nie muszę dodawać, że sporo czasu nas to kosztowało. Wszędobylscy handlarze próbowali nam sprzedać (dość drogo) różne pamiątki, a nawet figurki, o których twierdzili, że są autentycznymi wykopaliskami. Wiadomo jednak, że takie kolekcjonerskie przedmioty są szczególnie poszukiwane przez celników, jako nielegalne. Wobec tego nawet nie próbowaliśmy ich kupować. Znowu przemierzyliśmy miasto Oaxaca i dojechaliśmy do hotelu w miasteczku Tlacolula.

06.04.2000 czwartek – Tlacolula, Oaxaca (hotel 100 peso za pokój 2 os.)

Rano znowu zostawiliśmy nasze panie w hotelu, by pod naszą nieobecność mogły sobie zwiedzić miasteczko, a my wyjechaliśmy na północ w góry.

  

Mammillaria karwinskiana GM530

  

Ferocactus macrodiscus GM531                                                    Coryphantha retusa GM532

Pierwszy postój urządziliśmy za Villa Diaz Ordaz na podgórskiej łące, żółtej o tej porze roku. W gęstej, suchej trawie wypatrzyliśmy Mammillaria karwinskiana GM530, nawet jedną roślinę grzebieniastą, płaskie dyski młodych Ferocactus macrodiscus GM531, bo stare egzemplarze były niemal kuliste oraz Coryphantha retusa GM532. Auto teraz zaczęło się piąć ostro w górę. Gdy już byliśmy prawie na wysokości 3000 m n.p.m. zastaliśmy ustawioną barierkę w poprzek drogi. Za barierką widać było, że trwają roboty drogowe i dzisiaj nikt tędy nie przejedzie. A my chcieliśmy koniecznie dostać się na stanowisko Mammillaria deherdtiana ssp. dodsonii rosnącej na wysokości 3100 m. n.p.m. za pobliską wioską Cuajimoloyas. To się jednak nie powiodło.

  

Mammillaria mitlensis GM533

Mammillaria krassuckae GM534

Niemniej wyskoczyliśmy na wznoszące się nad drogą skały, gdzie prześlicznie kwitły w mokrym mchu Mammillaria mitlensis GM533. Tą samą drogą zaczęliśmy odwrót. Gdzieś w połowie drogi między Cuajimoloyas a Villa Diaz Ordez jeszcze raz zatrzymaliśmy auto i znaleźliśmy populację roślin Mammillaria mitlensis o bardzo długich haczykowych cierniach środkowych, w których ja rozpoznałem Mammillaria krassuckae GM534.

Mitla. Kościół San Pablo (w głębi po lewej) konkwistadorzy zbudowali z rozbieranych obiektów kultury prekolumbijskiej.

Mitla. Fragment obiektów kultury mistecko-tolteckiej.

  

Mitla. Fragment mozaiki naściennej.                                               Zespół kościelny San Pablo zbudowany przez Hiszpanów.

Mitla. Pamiątki wytwarzane i sprzedawane przez okolicznych Indian Nahua.

Zabraliśmy z miasteczka znudzone czekaniem panie i pojechaliśmy zwiedzać zabytki w pobliskim mieście San Pablo Villa de Mitla, lub krócej Mitla. Ten ośrodek zdominowany był niegdyś przez kulturę Misteków, których po roku 1200 częściowo zastąpili Toltekowie, rozwijając autonomiczną formę egzystencji. Wzniesiono tu wspaniałe budowle kultowe, których później część konkwistadorzy rozebrali celem zbudowania z tych materiałów swoich kościołów. Ponieważ Mitla rządzona była przez wojowników a nie elitę kościelną, więc te zabytkowe ruiny różnią się od wszystkich innych. Budowle miasteckie ozdobione są mozaikami z pociętych płyt skalnych, które trzymały się bez zaprawy, tworząc wspaniałe desenie, opasujące całe obiekty.

  

Mammillaria nejapensis GM535                                                      Pachycereus pecten-aboriginum GM536

Teraz zdążaliśmy do Salina Cruz. Na jednym z zakrętów w pobliżu San Jose Viejo zobaczyliśmy grupę Mammillaria nejapensis GM535 i to były jedyne niskie kaktusy. Teraz w nieciekawym krajobrazie dominowały Pachycereus pecten-aboriginum GM536. Dotarliśmy wreszcie do nadmorskiego portu Salina Cruz, do którego ciągnęła mnie w tej okolicy występująca Mammillaria jozef-bergeri. Na dwa dni zakwaterowaliśmy się w dość porządnym hoteliku Posado del Jardin.

07.04.2000 piątek – Salina Cruz, Oaxaca (hotel Posado del Jardin 130 peso za pokój 2 os.)

Od rana wyszliśmy nad brzeg oceanu. Tu nie widzimy nadziei na znalezienie jakichkolwiek kaktusów. Wsiadamy do auta i okrążamy miasto w kierunku północ – wschód. Docieramy znowu nad ocean. Tu droga się kończy przy osadzie La Ventosa, ale przed nami dochodzące do nabrzeża skaliste wzgórza.

  

Mammillaria collinsii v. quetzalcoatl GM537                                  Melocactus oaxacensis GM538

Melocactus oaxacensis GM538

Stenocereus stellatus GM539

ja na skalistym wybrzeżu w La Ventosa.

Wspinamy się na nie i dość szybko znajdujemy niewielkie mamilarie z kręgu Mammillaria collinsii, które początkowo biorę za poszukiwane M. jozef-bergeri. Już po powrocie do Polski, po analizie jednak przekonuję się, że jest to również ciekawa Mammillaria collinsii v. quetzalcoatl GM537. Również spotkaliśmy tu Melocactus oaxacensis GM538, które widzieliśmy również wiszące na niemal pionowych, urwistych skałach, kilka metrów nad powierzchnią oceanu. Wierzchołki skał porastał las Stenocereus stellatus GM539. Powróciliśmy do osady, zjedliśmy jakieś ryby i wróciliśmy do miasta. Pokręciliśmy się jeszcze po sklepikach docierając do nabrzeża portowego i tak dzień zakończyliśmy w hotelu.

08.04.2000 sobota – Salina Cruz, Oaxaca (hotel Posado del Jardin 130 peso za pokój 2 os.)

Teraz kierujemy się do daleko na północnym zachodzie leżącego Acapulco, cały czas trzymając się oceanu. Zatrzymaliśmy się ze dwa razy, ale to nie są tereny kaktusonośne, więc tylko trochę rozprostowaliśmy kości. Znaleźliśmy wyłącznie jakieś Hylocereus sp. W pobliżu Santa Cruz natrafiliśmy na spokojną i bezludną zatoczkę, gdzie cała plaża się ruszała, tyle na niej było krabów. Wystarczyło jednak się pokazać, by wszystkie natychmiast wskakiwały do swoich norek w piasku. Nadchodzące fale często zamykały wejścia do tych norek, tak, że plaża w tym miejscu była zupełnie pusta, ale wystarczyło poczekać ze dwie minuty w spokoju, a ruch znów się zaczynał. Dość szybko dotarliśmy do pięknie położonego w zatoce miasteczka Puerto Angel, gdzie zatrzymaliśmy się znów w hotelu.

09.04.2000 niedziela – Puerto de Angel, Oaxaca (hotel 200 peso za pokój 2 os.)

Wypoczywaliśmy, bo niedziela do tego zobowiązuje.

  

Cały dzień obserwowaliśmy rybaków, jak przy wybijanym przez jednego na bębnie rytmie, układają do łodzi wysuszone sieci, przygotowując je do połowu. Dalej siedzieliśmy nad cichą zatoką obserwując rybaków na zatoce i mewy.

10.04.2000 poniedziałek – Puerto de Angel, Oaxaca (hotel 200 peso za pokój 2 os.)

Jedziemy dalej. Dwie godziny jazdy od Puerto Angel dotarliśmy do Puerto Escondido.

Puerto Escondido. Nocleg w bungalowach. Honza i Maria.

Plaża w Puerto Escondido. Maria, Katia i Honza.

Jest to miejscowość na wskroś wypoczynkowa, więc sporo tu miejsc hotelowych. Zapragnęliśmy pozostać na tym wybrzeżu z piaszczystymi szerokimi plażami, wysokimi falami, na których trenowali pływacy na deskach. Zatrzymaliśmy się w hoteliku dysponującym chatkami typu bungalow, w których buszowały gekony. Cały teren hoteliku obsadzony był pięknie kwitnącymi roślinami, a my wylegiwaliśmy się korzystając ze znajdującego się tu basenu z przyjemną, ciepłą wodą. Piwo i mezcal uprzyjemniały nam dzień.

11.04.2000 wtorek – Puerto Escondido, Oaxaca (bungalow 150 peso za pokój 2 os.)

Do Acapulco było około 400 km. Po pewnym czasie zastąpiłem Honzę przy kierownicy. Długo jednak nie prowadziłem, ponieważ Katia zaprotestowała, że prowadzę za szybko (prawda) i niebezpiecznie (nieprawda). Nawet się pokłóciliśmy, ponieważ Katia stwierdziła, a jej profesją jest psychologia, że wróżka jej wywróżyła, że zginie w wypadku samochodowym. Więc jej powiedziałem, że zamiast przyjmować pacjentów, sama powinna udać się do psychologa. Z drugiej strony, chętnie oddałem kierownicę, z premedytacją obiecując, że już więcej jej nie przejmę. Zrobiłem to z premedytacją i przyjemnością. zawsze lepiej jest móc obserwować okolicę i fotografować, kiedy jest odpowiedni moment, niż uważać na ruch drogowy, chociaż ten zbytnio na tych drogach nam nie doskwierał. Dotarliśmy do Acapulco pod wieczór, więc chcieliśmy tu pozostać. Każdy hotel, do którego zapukaliśmy, gdy właściciel usłyszał, że tylko na jedną noc, nie chciał nas przyjąć. Zwiedziliśmy tak kilka miejsc, aż wreszcie dotarliśmy do niepozornego. Tutaj też właścicielka nie chciała nas przyjąć, aż do momentu, gdy zapytała skąd jesteśmy. Gdy powiedzieliśmy, że z Polski, krzyknęła „Matko Boska”, zawołała swoją mamę staruszkę i udzieliła nam gościny. Okazało się, że jej matka jest z pochodzenia polką, ale niewiele już pamięta po polsku, bo do Stanów wyjechała za młodu. Właścicielka po polsku znała tylko „Matko Boska”, ponieważ urodziła się już na obczyźnie.

  

czarowny wieczór w Acapulco

  

wesołe dorożki wożące turystów

Wieczór spędziliśmy najpierw na barwnym i wesołym nabrzeżu, jedząc smakowite dania na statku – restauracji, oglądając skoki z wysokiej wieży na banjo w kierunku wody w małej zatoczce oraz kolorowe, ozdobione balonikami bryczki ciągnięte przez konie, wożące wszędobylskich turystów, a później spędzając resztę czasu z rodaczkami w hotelowym zaciszu.

12.04.2000 środa – Acapulco, Guerrero (hotel 550 peso za pokój 4 os.)

Od rana spacerujemy po tej sławnej na cały świat plaży, obserwujemy ponad dwudziestopiętrowe hotele z lotniskami dla helikopterów na dachu i apartamentami dla najbogatszych oraz markowe skutery do jazdy po falach zatoki.

Plaża w Acapulco.

Opuszczamy ocean i jedziemy na północ przez stan Guerrero. Do Chilpancingo wiedzie nas doskonała nowa droga przecinająca góry Sierra Madre del Sur. Dalej opuszczamy autostradę i kierujemy się przez Iguala do „srebrnego miasta” Taxco (miasta, w którym wydobywa się i przerabia srebro).

Coryphantha bumamma GM540.1

  

Mammillaria beneckei v. multiceps GM540

Mijamy rzekę Rio Mezcala i w okolicy miasteczka Xalitla zatrzymujemy się między łagodnymi, gliniastymi pagórkami. Na zboczach widzimy bowiem wielkie poduszki trochę dziwnych roślin. Wyraźnie widać, że jest to mamilaria, ale każda główka posiada skośny wierzchołek, podobnie jak eriocactusy. Te dziwne rośliny to Mammillaria (dawniej Oechmea) beneckei v. multiceps GM540. Zebrałem nawet kilka owoców z tych roślin. Później się okazało, że zamiast sporej ilości mam tyle nasion ile było owoców, gdyż w każdym owocu było tylko jedno, ale za to wielkie nasionko. Znaleźliśmy też wielkie, ale za to bardzo płasko rosnące Coryphantha bumamma GM540.1. Bliżej Taxco znowu się zatrzymaliśmy i tym razem znowu widzieliśmy Mammillaria beneckei ale już nie tak liczne, oraz Coryphantha bumamma GM540.2. Przy głównej trasie zobaczyliśmy hotel, co oznaczało, że się to zatrzymujemy. Wieczór spędziliśmy zwiedzając to miasto ułożone na wierzchołku góry. Uliczki miasta są tak wąskie i strome, że naszym autem raczej byśmy nie podjechali. Za to z podziwem patrzyliśmy na taksówki marki VW garbus, które tędy śmigały, co prawda niektóre ciasne zakręty wykonywały na kilka razy, jadąc do przodu i tyłu. W restauracyjce przy głównym placu miasteczka, znajdującym się na szczycie, zjedliśmy kolację i wróciliśmy do hotelu.

13.04.2000 czwartek – Taxco, Guerrero (hotel 150 peso za pokój 2 os.)

Rano, po śniadaniu idziemy do miasta. Wąskie ulice wypełnia gwar. Dziś jest dzień targowy.

  

Taxco. Wyroby wytwarzane i sprzedawane przez okolicznych Indian Totonaków.

Wyroby ze srebra mają największe powodzenie u kobiet.

 

widok na miasto Taxco                                                                                                 Indianie sprzedający swoje wyroby

 

artystyczne wyroby ze srebra wyróżniają to miasto                                                  oryginalne malowidła Indian Totonak

  

oryginalne wyroby okolicznych Indian sprzedawane jako pamiątki tłumnie odwiedzającym to miasto turystom.

Okoliczna ludność przybyła na zakupy, ale też i sprzedać swoje wyroby. Najciekawsze wyroby mają Indianie. Wszystko niezwykle barwne i godne naszej uwagi. Są to wyroby z wełny, gliny, drzewa, malowidła, rzeźby i tak naprawdę, co komu się zamarzy. Jednak to, co naszym paniom spędza sen z powiek, to wyroby jubilerskie ze srebra, z których miasto słynie, a trzeba przyznać, że i mnie wpadały w oko. W każdym sklepiku widzimy zupełnie inne dzieła innego rzemieślnika – artysty, a sklepików jest mnóstwo. Zakupy trwają do południa i pochłaniają stosunkowo dużo kasy.

Coryphantha elephantidens GM541

Wreszcie wszyscy są nasyceni i możemy jechać dalej. Droga nas prowadzi do maleńkiej osady o nazwie Ahuahuatzingo. Mijamy ją i podążamy ku niewysokim trawiastym wzniesieniom. Poszukujemy w tej okolicy również koryfant. U podstawy wzgórza, na drodze widzimy leżącą uszkodzoną jedną, więc co prędzej idziemy w górę wypatrując roślin. Pewnie z pół godziny krążymy nie znajdując nic. Wracamy w kierunku auta. Na trawie siedzi moja małżonka i pyta, czego tak zawzięcie szukamy. Gdy mówimy, że takich niewielkich kulistych kaktusów, pokazuje nam, że dokoła niej, w trawie jest ich sporo. Faktycznie Coryphantha elephantidens GM541, bo o nie tu chodzi, zamaskowane są trawą doskonale. Zbliżamy się do Mexico City od zachodu, więc ruch na drogach się wzmaga. Mijając miasto Toluca zatrzymujemy się w wielkim korku, spowodowanym przez ustawiony punkt kontrolny na drodze. Prawdopodobnie poszukiwane było jakieś auto. Dość długo trwała przeprawa, więc już o zmroku, mijając miasteczko Ixtlahuacan, zauważyliśmy hotel, z którego skwapliwie skorzystaliśmy.

14.04.2000 piątek – Ixtlahuacan, Mexico (hotel Posada de Familiare 340 peso za pokój 4 os.)

Postanowiliśmy odwiedzić miasto Guanajuato, bowiem wyczytaliśmy, że tam znajduje się muzeum poświęcone walczącemu z wiatrakami cervantesowemu Don Kichotowi (w oryginale Don Quixot). Droga wiodła przez Atlacomulco, Acambaro i Salamanca.

  

wjazd do miasta Guanajuato odbywa się swoistymi tunelami z wybudowanych nad ulicami domów.

Późnym popołudniem wjechaliśmy w tunele ciągnące się pod miastem Guanajuato. Przynajmniej tak to wyglądało. Faktycznie, ponieważ miasto położone jest wśród dość stromych wzgórz, w niewielkiej dolince gdzie znajduje się centrum, więc przy rozbudowie najpierw na stokach pobudowano domy po obu stronach dróg dojazdowych. Następnie, gdy już miejsca brakło, przerzucono jak gdyby mosty łączące naprzeciwległe domy, na których wybudowano dalsze budynki mieszkalne. W ten sposób do ulic przestało docierać światło dzienne i stały się one długimi na kilka kilometrów tunelami. Dojechaliśmy do centrum, gdzie trudno było znaleźć miejsce na zaparkowanie, a następnie zameldowaliśmy się w hotelu Juarez. Zmęczeni, wybraliśmy się tylko do jakiejś restauracji, gdzie najbardziej smakowały mi pieczone ziemniaki, ale marynowane razem z papryką jalapeños, czyli bardzo ostre.

15.04.2000 sobota – Guanajuato, Guanajuato (hotel Juarez 150 peso za pokój 2 os.)

Zwiedzamy Guanajuato. Trzeba przyznać, że jest to bardzo ciekawe i piękne, stare miasto.

 

Budynek Uniwersytetu w Guanajuato.                                          Wąskie uliczki, pnące się pod górę.

Obraz z Muzeum Don Kichota.

  

Obrazy z muzeum.

Jest tu wiele zabytków, kościołów, uniwersytet znajdujący się w równie zabytkowych obiektach, dużo zieleni i kwiatów. Uliczki są dość wąskie, ale z ciekawością nimi chodzimy. Udajemy się wreszcie do muzeum. Są w nim zgromadzone najróżniejsze dzieła sztuki i odwzorowania postaci Don Kichota, który jest w meksykańskiej kulturze dość powszechny. Szkoda, ale nie wyrażają zgody na fotografowanie i filmowanie tych dzieł. Tu muszę stwierdzić, że zapewne przez przypadek moja kamera się włączyła i jakieś ujęcia pozostały w nieplanowanym kadrze. A są to obrazy, rzeźby, grafiki, urządzenia jak np. zegary, sztućce, fotele itp. przedstawiające lub nawiązujące do Don Kichota. Aż podziw bierze, że tyle tego zostało wytworzone i że znalazło się muzeum, które tym tematem chciało się zająć.

Sancho Panza, ja i Don Quixot

Również niedaleko muzeum, w centrum miasta, pod skarpą znalazło się miejsce, gdzie ustawiono pomnik dwóch postaci – Don Kichota na koniu i jego giermka Sancho Panza na ośle. Oczywiście musieliśmy sobie zrobić zdjęcia przy tych panach. Jeszcze trochę zwiedzaliśmy te wąskie uliczki, często wykonane jako strome schody o szerokości metra czy dwóch, wiodące między murami domów.

  

Echinofossulocactus ochoterenaus GM542                                    Mammillaria pettersonii GM543

Senecio praecox GM543.1

Echinocereus marksianus GM543.2

Po obiedzie wyruszyliśmy w kierunku San Luis Potosi. Gdy po kilkudziesięciu kilometrach w okolicy Calvillo zobaczyliśmy skały po bokach drogi, musieliśmy się zatrzymać. Wdrapałem się na najbliższe i znalazłem Echinofossulocactus ochoterenaus GM542, Mammillaria pettersonii GM543, Senecio praecox GM543.1 i kwitnące Echinocereus marksianus GM543.2 obecnie klasyfikowany jak Echinocereus acifer. Następny postój urządziliśmy przy jakimś sklepiku kilkanaście kilometrów przed Ocampo, jeszcze w stanie Guanajuato. Za sklepem w terenie widziałem Mammillaria uncinata, Ferocactus latispinus i Coryphantha palmeri. Przecięliśmy granicę Aguascalientes, by po paru kilometrach wjechać do stanu Zacatecas, który równie szybko opuściliśmy wjeżdżając do san Luis Potosi.

Ferocactus latispinus  blisko Villa de Arriaga

Zaraz za granicą, niedaleko Villa de Arriaga, po lewej stronie na łagodnych zboczach znalazłem dość liczną populację Echinofossulocactus violaciflorus GM544, dość ciekawie ociernione. Zatrzymaliśmy się jeszcze jakieś 30 km przed miastem San Luis Potosi, gdzie na otaczających drogę polach rosły Echinofossulocactus coptonogonus, ale było ich stosunkowo niewiele. Dotarliśmy do SLP, znaleźliśmy jakiś hotelik i tak zakończyliśmy dzień.

16.04.2000 – niedziela – SLP, SLP (hotel 185 peso za pokój 2 os.)

Zamierzaliśmy jechać na wschód do Rio Verde, ale droga jakimś cudem wyrzuciła nas na południe, w kierunku Queretaro. Nie pozostało nam nic innego, jak skręcić w drogę objazdową wiodącą przez Villa de Zaragoza. Nie dojeżdżając do niego zatrzymaliśmy się w polu, gdzie widzieliśmy liczną populację Myrtillocactus geometrizans GM545 i Coryphantha palmeri GM546.

Echinocereus pentalophus GM547

Zatrzymaliśmy się jeszcze przed Santa Catarina, gdzie widzieliśmy kwitnące Echinocereus pentalophus GM547 i Ferocactus glaucescens. Kolejny przystanek urządziliśmy przy niewielkiej skałce na poboczu drogi, przy której było miejsce na ustawienie auta. Było to przed San Jose de Gallinas.

  

Mammillaria centralifera GM548.1                                                 Mammillaria dumetorum GM548

Nawet taka mała skała może przynieść zadowolenie, bowiem znalazłem na niej Mammillaria dumetorum GM548, a poza nią Mammillaria centralifera GM548.1 oraz Echinocereus pentalophus. Dojechaliśmy do Rio Verde, zatankowaliśmy się i zjedliśmy, po czym ruszyliśmy dalej na wschód.

Coryphantha clavata GM549

Coryphantha glassii GM550

  

Coryphantha palmeri GM551                                                            Echinocactus ingens GM552.1

Echinocereus cinerascens GM542.2

  

Ferocactus latispinus GM552.3                                                      Mammillaria rioverdense GM552

Jeszcze na krótko skręciliśmy w lewo, by niedaleko Sanguijuella zobaczyć populację Coryphantha clavata GM549, C. glassii GM550, C. palmeri GM551, Mammillaria rioverdense GM552, Echinocactus ingens GM552.1, Echinocereus cinerascens GM542.2 i Ferocactus latispinus GM552.3. teraz już bez postoju, przez Ciudad Valles dojechaliśmy do miasta Ciudad Mante w stanie Tamaulipas.

17.04.2000 - poniedziałek – Cd. Mante, Tamaulipas (motel 181 peso za pokój 2 os.)

Dzisiaj jedziemy na stanowisko Asturiasów, leżące na północ od Cd. Mante.

  

Thelocactus bicolor ssp. schwarzii GM553

Homalocephala texensis GM381

Najpierw zatrzymujemy się na klasycznym stanowisku przy Est. Calles. Znajdujemy Ancistrocactus megarhizus GM380, Homalocephala texensis i Thelocactus schwarzii GM553, ale poszukiwanych asteriasów nie znajdujemy. Cofamy się przed skrzyżowanie na znane mi już stanowisko i widzimy Astrophytum asterias, Homalocephala texensis GM381 i Echinocereus cinerascens ssp. tulensis GM554.

  

Hamatocactus setispinus GM383                                                   Ancistrocactus megarhizus GM380

Ariocarpus trigonus GM377

Astrophytum asterias GM376

  

Astrophytum asterias GM376

Pilosocereus palmeri GM555

Jedziemy jeszcze kilkanaście kilometrów na północ, gdzie w roku 1999 nocowaliśmy. Stanowisko, które rok wcześniej pełne było kaktusów, zostało zdewastowane. Wszystkie krzaki wyrwane a ziemia zaorana. Po drugiej stronie drogi teren jest z lekka górzysty i nie bardzo nadaje się pod uprawy, więc tam jeszcze coś zostało, choć niegdyś tam kaktusów było zdecydowanie mniej niż na niżej położonym, obecnie zaoranym stanowisku. Zobaczyliśmy kwitnące Hamatocactus setispinus GM383, Homalocephala texensis, Astrophytum asterias GM376, Ariocarpus trigonus GM377 i Thelocactus schwarzii GM553 z pąkami kwiatowymi. W krzakach były też Pilosocereus palmeri GM554.1. Jadąc w kierunku Zatoki Meksykańskiej zatrzymaliśmy się za Aldama, przy rosnącym w sąsiedztwie drogi Pilosocereus palmeri GM555. Dojechaliśmy wreszcie nad Zatokę Meksykańską, gdzie postanowiliśmy spędzić noc. Akurat były tam wolne bungalowy. Jeszcze wieczorna kąpiel morska i kolacja dopełniły nasze oczekiwania.

18.04.2000 – wtorek - Barra del Torro, Veracruz (bungalow 170 peso za domek 2 os.)

Wracamy w kierunku stolicy Meksyku. Po drodze przez Ciudad Valles, Tamazunchale i Hueyutla de Reyes, w którym zatrzymaliśmy się na nocleg, mieliśmy pewnie ze 20 kontroli drogowych. Jak zwykle poszukiwano narkotyków i broni, choć zazwyczaj kończyło się na oglądaniu paszportów. Tego dnia ani jednego kaktusa nie widzieliśmy, a i droga nie należała do najciekawszych.

19.04.2000 - środa – Huayutla del Reyes, Que. (hotel Plaza 175 peso za pokój 2 os.)

Dzisiaj musimy pokonać wysokie pasmo gór Sierra Madre Oriental. Droga pnie się i opada nieskończonymi zakrętami, Niekiedy widoki są przepyszne. Przekraczamy również strefę lasów deszczowych, w których można zobaczyć kilkumetrowe paprocie drzewiaste. W wielu miejscach po ścianach skalnych spływa woda wykroplona z mgieł i chmur. Roślinność jest bardzo bogata. Wszędzie zielono. Na martwych drzewach zielenią się tilandsje, orchidee i paprocie.

Mammillaria ingens GM266

  

Cephalocereus senilis  w dolinie Metztitlan niedaleko Venados

między Echinocactus ingens

  

kwitnące Dolichothele longimamma                                                                            i Cephalocereus senilis.

Mijamy położony na stromo opadającym zboczu Zacualtipan, gdzie też kiedyś nocowałem w ciasnym hoteliku i kilkanaście kilometrów dalej zatrzymujemy się na jeden z ostatnich postojów. Na skałach obserwujemy Myrtillocactus geometrizans GM556, Bursera schlechtendallii GM558, Ferocactus histrix GM265, żółto ociernione Mammillaria ingens GM266, kwitnące Dolichothele longimamma i Mammillaria magnimamma. Dokoła kwitły czerwono krzewy Erythrinum. Zatrzymujemy się po raz ostatni w Venados podziwiając piękne widoki i las bielejących kolumn Cephalocereus senilis. Wieczorem dojechaliśmy do Mexico City i wynajęliśmy pokoje w dość obskurnym hotelu w centrum miasta, niedaleko Zocalo.

20.04.2000 – czwartek – Mexico City, (hotel 100 peso za pokój 2 os.)

Przekazaliśmy wynajęte auto pracownikowi firmy, rozliczyliśmy się i pozostał nam dzień do odlotu.

jeden z licznych kościołów w Mexico City

kamieniczki w Mexico City

     

w centrum Mexico City,                               Pałac Sztuki                                             jeden z wielu pomników

Cały dzień zwiedzaliśmy uliczki miasta. Oczywiście odwiedziliśmy targowisko Mercado de Artemisia przy ulicy Balderas i spacerem wróciliśmy do hotelu. Wieczorem wynajęliśmy taxi i zameldowaliśmy się na lotnisku, skąd po obowiązkowej odprawie zakończyliśmy pobyt w Meksyku.

Prawdą jest, że nie widzieliśmy wielu gatunków, które w założeniach mieliśmy zobaczyć, ale był to wyjazd poniekąd rodzinny - raczej wypoczynkowy i relaksujący niż mający na celu penetrowanie środowisk roślinnych.

HOME

Licznik po zmianie serwera 31.100 + licznik na strone