Mexico 2009 – „polska wyprawa” czyli na tropach rodzaju Turbinicarpus

Po raz pierwszy w historii udało nam się skompletować polską ekipę zwiedzającą Meksyk. Nasz zespół składał się z: Kazik Dobroczyński (po raz drugi w Meksyku), Darek Raczko (po raz pierwszy w Meksyku) oraz ja (po raz dziewiąty w Meksyku). Trasa ułożona była tak, by była interesująca dla każdego, ale oczywiście ja całością dyrygowałem i jeśli czyjeś plany były zbyt odległe od moich, to nie udzielałem akceptacji.

23.10.2009 piątek – Mexico City, 74.900 km (stan licznika samochodu)


Lecieliśmy liniami KLM, do których nie mam zastrzeżeń. Może tylko przerwa na lotnisku w Amsterdamie jest zbyt długa. Tutaj dosiadła się wyprawa czeska pod kierownictwem Vaško Jakubca. W samolocie kilka razy ze sobą rozmawialiśmy. Lądowanie odbyło się w najlepszym porządku. Po odprawie na lotnisku w Mexico City dość szybko pojawił się pracownik, a właściwie pracowniczka Combi-Rent. Po wymianie pieniędzy i zwykłych formalnościach związanych z wynajęciem auta udajemy się na zachód, w kierunku autostrady do Guadalajara, tankując na peryferiach Mexico City do pełna. Tym razem VW BUS z nowej serii wyposażony jest w silnik Diesla, więc paliwa starcza na dłużej i to jest wygodne. Wylatując z Polski wiedzieliśmy, że od miesiąca w Meksyku leje. Gdy opuszczaliśmy Mexico City, momentami kropiło, ale do Guadalajara dotarliśmy już po suchym asfalcie. Na koniec ulicy zaznaczonej w moim GPS-ie dotarliśmy około godziny 2 w nocy.

Za bramą znajdowało się domostwo Manuela Sotomayora, który nas do siebie zaprosił. Pierwszy nocleg spędziliśmy wiec bardzo wygodnie, każdy w swoim łóżku.

24.10.2009 sobota – Guadalajara, Jalisco 75.540 km, dom Manuela

obudziliśmy się późnym rankiem i to, co nas najbardziej zadziwiło,

to fantastyczny widok roztaczający się za oknami, na głęboki kanion. Dom Manuela wybudowany został na skraju wielkiego i gwarnego miasta, a jednocześnie na krawędzi malowniczego kanionu. Stąd nie widać ani jednego zabudowania i nie dociera tu szum i gwar wielkiej metropolii. Również sam dom, chociaż z zewnątrz tego nie widać, jest obszerny, wygodny i bogato zdobiony, a wyposażony lepiej niż niejeden europejski. Całą posiadłość porastają najróżniejsze, ciekawe krzewy i drzewa. Na tarasie wiele kaktusów i innych meksykańskich sukulentów. Po wspaniałym, przygotowanym przez żonę Manuela, śniadaniu, pakujemy się wraz z Manuelem, który wyrusza z nami na 3 dni w kierunku San Juan Capistrano. Jeszcze w mieście robimy zaopatrzenie w niezbędną żywność, wodę oraz naczynia i inne drobiazgi, których nie warto ze sobą zabierać z Polski. Jedziemy dobrymi, choć krętymi drogami na północ, w kierunku Aguascalientes. Po kilku godzinach jazdy, nagle usłyszeliśmy głośny wystrzał i auto nasze lekko straciło na sterowności. To jedno z tylnych naszych kół rozerwało się niemal na strzępki. Całe szczęście, że było to w niewielkiej osadzie. Na dodatek zaczął padać gęsty, tropikalny deszcz. W tym czasie z pomocą jakiegoś tubylca wymieniliśmy koło. Nasz lewarek nie był najlepszej marki. Postanowiliśmy nie czekać na dalsze wpadki, ale w najbliższym miasteczku wymieniliśmy obie tylne opony na nowe. Do przednich nie mieliśmy zastrzeżeń. Widać było, że mają niewiele kilometrów na swoim koncie i są w doskonałej kondycji. Oczywiście wzięliśmy rachunek za wymianę obu, planując zwrot kasy od wynajmującego. Dla udokumentowania konieczności zakupu wykonałem kilka zdjęć felernych opon. Później okazało się, że uczyniłem dobrze i w Meksyku zwrócono nam pełen wydatek. Wprawdzie kosztowało nas to wszystko wiele godzin opóźnienia, ale teraz spokojnie już jechaliśmy na nasze pierwsze stanowisko w pobliżu Cienega de los Pinos w Sierra El Laurel, za Los Albos, Aguascalientes.

  

Manuel Sotomayor                                                                           Mammillaria bombycina GM1212.1

Zatrzymaliśmy się wysoko ponad doliną, po pokonaniu wielu zakrętów, na prostym odcinku, z którego roztaczał się wspaniały widok na dolinę. Tutaj, poniżej drogi na wysokości 2375 mnpm, na skałach pod drzewami znaleźliśmy: Mammillaria bombycina GM1212.1,   M. wagneriana GM1212.2, Echinocereus acifer, Tillandsia mauryana GM1212.3.  Jedziemy dalej.

  

Mammillaria densispina GM1212                                                       Echinofossulocactus ochoterenaus GM1214.1

W lesie zatrzymujemy się, gdy zauważamy jakieś rośliny na skałach w okowach mchów: Mammillaria densispina GM1212,

Mammillaria jaliscana GM1213. Chcemy dostać się na stanowisko ciekawej rośliny, nazwanej Mammillaria bombyrosa n.n. ze względu na fakt, że jest to naturalny hybryd M. bombycina i M. perezdelarosae. Niestety drogę przegradza nam brama zamknięta na kłódkę. Musimy znaleźć inne wejście, bo dojechać się tam nie da. Otaczamy więc górę od zachodu, zostawiamy auto i przez gęste zarośla wspinamy się ku wyznaczonemu celowi. Docieramy w końcu do podstawy kanionu, który prowadzi ku wyznaczonym skałom.

  

Mammillaria „bombyrosa” n.n. GM1214                                            ja na stanowisku

Niestety, robi się ciemno. Na szczęście, już po niewielu metrach napotykamy poszukiwane i dość odmienne od normalnych roślin: Mammillaria „bombyrosa” n.n. GM1214, M. jaliscana, Echinofossulocactus ochoterenaus GM1214.1, Echinocereus acifer GM1214.2. Niemal po ciemku wracamy do auta i nieco niżej, u zbiegu kilku wąskich dróg typu „brecha” rozbijamy nasz pierwszy w terenie obóz. My śpimy w namiotach a Manuel w aucie. Noc jest mokra, pada deszcz, a mój przymały namiot, w miejscach zetknięcia się ścianki ze śpiworem, niestety przecieka.

25.10.2009 niedziela – Los Albos, 75.790 km (2370 m. n.p.m.)


Szybko się pakujemy nie czekając na wyschnięcie namiotów i kierujemy do odległego San Juan Capistrano. W okolicy Tlaltenango widzimy często zarośla Opuntia jaliscana oraz Stenocereus queretaroensis. Zamiast skręcić w Huejucar na zachód, ja kieruję się na północ. Kilka kilometrów dalej, w wyznaczonym przeze mnie miejscu niedaleko Viboras, Zacatecas zatrzymujemy się na wysokości 1895 mnpm i udajemy na drugą stronę drogi, gdzie w dość rzadko porośniętym wyższymi roślinami terenie udaje mi się

Coryphantha garresii GM1215

znaleźć poszukiwane rośliny: Coryphantha garresii GM1215 mają nawet dojrzałe owoce, Mammillaria uncinata GM1215.1.  Teraz wracamy do Huejucar i dalej na zachód do odległego zakątka w południowo zachodnim cyplu Zacatecas. Kilkakrotnie przecinamy granicę stanów Zacatecas i Jalisco, ale takimi zębami cechuje się to pogranicze.

  

akacja Acacia cochliacantha                                                                                             Mammillaria wagneriana GM1220

W San Juan Capistrano skręcamy na południe, mijamy osadę i wjeżdżamy między coraz wyższe pagórki. W pewnym momencie zaczynamy opuszczać się na dno kanionu. Nagle je dostrzegamy. Wielkie złote kule zwieszające się ponad nami na pionowych skałach. Zatrzymujemy i zaczynamy się wspinać. Manuel niestety już ma swoje 73 lata i na takie wspinaczki się nie pisze. Jakoś udaje nam się do nich dotrzeć, chociaż najbliżej docieram tylko ja – na wyciągnięcie ręki. Pozostali kilka metrów dalej.

  

Echinocactus grusonii GM1216                                                       pasikonik Barytettix humphreysii

Na wysokości 1100 mnpm rosną Echinocactus grusonii GM1216, Echinocereus spinigemmatus GM1216.1.

Echinocereus spinigemmatus GM1216.1

Jedziemy na dno kanionu. Na pionowych ścianach widzimy wielkie kule Mammillaria wagneriana.

Metastelma angustifolium GM1216.2

Nieco dalej na skale tuż nad wodą zauważam niezwykłą lianę. Jest to roślina zielona o wielu pędach grubości ołówka, a długości kilkunastu metrów, które oplatają skały zwieszając się niemal do wody. P uszkodzeniu liścia, z pędu wypływa mleczny sok. Owoc podpowiada, że jest to roślina z grupy Asclepiadaceae. Już po powrocie do domu, korespondencyjnie dr Jerzy Rzedowski rozpoznaje w tej roślinie mieszkającą w dalekiej Sonorze: Metastelma angustifolium GM1216.2.

Most na rzece Rio Atengo. Od lewej Darek Raczko i Manuel Sotomayor.

Wracamy do San Juan Capistrano, mijamy mozt na rzece Rio Atengo, Valparaiso i dalej podążamy na typowane przeze mnie stanowisko tajnej Mammillaria roemeri. Po drodze wielokrotnie spotykamy M. wagneriana. Gdy docieramy do planowanego miejsca, zaczyna się ściemniać. Wszyscy zajmują się rozbijaniem namiotów, ale ja muszę zapoznać się z okolicą, bo na znajdowanie roślin po prostu nie ma czasu. Zataczam więc wielki łuk kierując się ku południowemu obwodowi stanowiska i idąc z zachodu na wschód. Nie widzę tu żadnych roślin, poza krzakami. W wielu miejscach wystaje tylko biała goła skała, ogołocona deszczami z pokrywającej ją ziemi. Gdy już zaczynam kierować się ku obozowisku, nagle moją uwagę przyciąga coś pod moimi nogami. Wreszcie jest poszukiwana: Mammillaria roemeri GM1218. Po powrocie do obozowiska nie przyznaję się do odkrycia, bo chcę zwiedzić jeszcze przeciwną, czyli północną stronę. W nocy wprawdzie już nie padało, ale wilgotny śpiwór nie był zbyt wygodny. Trzeba wszystko rano wysuszyć.

26.10.2009 poniedziałek – Valparaiso, Zac. 76.220 km

Rano wszyscy idziemy na przeciwną tj. północną stronę.

Na stanowisku - od lewej Manuel, Kazik i ja.

Już po kilkudziesięciu krokach pokazuję współtowarzyszom, po czym chodzą. Mammillaria roemeri GM1219 – jest ich bardzo wiele, często kilkanaście na m2.

  

Mammillaria roemeri GM1219                                                         Mammillaria wagneriana GM1221

Jest wczesne rano, więc słońce świeci nisko, co z jednej strony ułatwia wypatrywanie podobnych do żwiru roślin, ale z drugiej strony utrudnia fotografowanie. Pokryte wapiennym żwirem płaskie placki kończą się jakieś 200-300 m dalej niewielką stromizną opadającą ku dolinie.

Echinocereus pamanesiorum GM1220.1

Na granicy stanowiska i w niewielkiej odległości spotykamy krzewy wysokości do 2 metrów, a pod nimi: Mammillaria wagneriana GM1221 o cierniach wygiętych, Echinocereus pamanesiorum GM1220.1 Gdy słońce się podnosi, malutkie i białe M. roemeri są coraz trudniejsze do wypatrzenia. Z pewnością, gdy wiosną będą zupełnie wysuszone, będzie to niezwykle trudne zadanie. Czas opuścić to wspaniałe miejsce. W drodze powrotnej zatrzymujemy się w jednym miejscu, gdzie widać dość dużo roślin Mammillaria wagneriana. Są one jednak inne niż te wcześniejsze. Po drodze do Valparaiso wypatrujemy dobrze zamaskowaną drogę, wspinającą się na zbocze otaczających wzgórz. Dalej droga łagodnie opada kierując się na północ. W pewnym miejscu jednak nachylenie drogi i jej wykończenie drobnym żwirkiem powodują, że decydujemy się zatrzymać auto i iść dalej pieszo, bojąc się, że możemy z powrotem nie wrócić, bo auto ma tylko napęd na 2 koła. Jakieś 2 kilometry dalej widnieje biała góra, będąca celem naszej obecnej wyprawy. Dochodzimy do niej, ale nic ciekawego nie znajdujemy.

Powracamy do czekającego na nas przy aucie Manuela i wracamy do asfaltu. Przy wyjeździe zatrzymujemy się przy sklepiku z napojami. Tego zawsze w Meksyku jest mało, więc czas na dobre piwo po tak owocnych dniach. Odwozimy Manuela na dworzec autobusowy w Valparaiso, skąd wróci on do siebie do Guadalajara.

Indianie Huicholes w Valparaiso

Prawdopodobnie w mieście odbywają się jakieś targi, bo na ulicach pełno kolorowo i odświętnie ubranych Indian Huicholes. Nie pozwalają oni robić sobie zdjęć, ale mimo to kilka udaje mi się z ukrycia pstryknąć. Za Fresnillo przyciąga naszą uwagę mikroonda lecz tu znajdujemy wyłącznie Mammillaria gummifera.

Jeszcze przed zachodem słońca zatrzymujemy się przy niewielkim wzgórzu, na którym widzimy: Thelocactus lloydii, Echinofossulocactus zacatecasensis, Mammillaria gummifera. Teraz już spieszymy do Rio Grande, a burza nas goni. Przeciskamy się przez zatłoczone uliczki Rio Grande i wciskamy w niepewną drogę prowadzącą na wschód. Docieramy nią po kilku kilometrach do lepszej drogi, którą teraz już bez przeszkód podążamy do naszego celu, którym jest kamieniołom niedaleko El Encinal.

Tu rozbijamy namioty, i przy mocnym, zimnym wietrze, po krótkiej wieczerzy zapadamy w sen błogi. Całą noc dokoła niebo rozświetlały błyskawice, ale na szczęście, u nas nie spadła ani kropla wody.

27.10.2009 wtorek – El Encinal, Zac. 76.374 km (2450 m. n.p.m.)

Wstające słońce nas rozgrzewa i budzi do życia. Szybko wyruszamy na poszukiwanie „kracikowego” znaleziska. Chwilę trwa nim udaje mi się znaleźć pierwszą roślinę. Faktycznie wiele ich tu nie rośnie, a gęsta trawa ukrywa dokładnie wszystko,

  

Rapicactus beguinii GM1222,                                                          Neolloydia conoidea GM1222.1 forma cristata

co chcemy widzieć: Rapicactus beguinii GM1222, Neolloydia conoidea GM1222.1 forma kristata, Echinofossulocactus zacatecasensis.

  

Agave sp.                                                                                         Echinofossulocactus zacatecasensis GM1222.2

Przemieszczamy się na drugą stronę drogi, gdzie dość szybko znajdujemy dość dużą liczbę roślin: Rapicactus beguinii GM1222, Echinofossulocactus zacatecasensis GM1222.2, Mammillaria sinistrohamata GM1222.3, Echinocereus pectinatus GM1222.4, Mammillaria gummifera GM1222.5, Neolloydia conoidea.

  

Mammillaria sinistrohamata GM1222.3                                           kwitnące krzewy

Wracamy w kierunku Rio Grande. Po drodze zatrzymujemy się w Laguna Mesa del Palmarillo: Mammillaria lasiacantha ssp. hyalina GM1223, Echinocereus pectinatus GM1223.1, Corynopuntia invicta GM1223.2 oraz nieco dalej po południowej stronie, przy niewielkim wodopoju: Mammillaria lasiacantha ssp. hyalina GM1223.5, Echinomastus unguispinus minimus GM1223.3, Thelocactus lloydii GM1223.4, Echinocereus pectinatus.

  

Echinomastus unguispinus minimus GM1223.3                                  Thelocactus lloydii GM1223.4

Wprawdzie spodziewałem się znaleźć w tej okolicy rośliny z gatunku Thelocactus lloydii, ale Echinomastus był dla mnie zupełną niespodzianką. Rośliny mocno przypominały odmianę lauii z SLP. Nie dojeżdżając do Rio Grande, skierowaliśmy się na północny wschód, by dotrzeć do Nieves. Wschodnia droga doprowadziła nas jednak do przeprawy wodnej, której nie zaryzykowaliśmy spróbować, bowiem stromizna wjazdu i wyjazdu z rzeki nie gwarantowała sukcesu. Wróciliśmy zatem do wcześniejszego przejazdu. Ta droga była znacznie łatwiejsza do przebrnięcia, więc po pewnym czasie minęliśmy Nieves.

  

Coryphantha poselgeriana GM1225.1                                             Echinofossulocactus zacatecasensis GM1225

  

Mammillaria sinistrohamata GM1225.2                                            Echinomastus unguispinus minimus GM1225.4

Manfreda guttata GM1225.3

Kilka kilometrów dalej zatrzymaliśmy się w interesującym nas miejscu: Thelocactus lloydii GM1224, Echinofossulocactus zacatecasensis GM1225, Coryphantha poselgeriana GM1225.1, Mammillaria sinistrohamata GM1225.2, M. grusonii, Echinocereus pectinatus, Manfreda sp. GM1225.3, Echinomastus unguispinus minimus GM1225.4. Teraz skierowaliśmy się do laguna Valenciana, gdyż w jej okolicy podobno występują biało kwitnące egzemplarze Thelocactus bicolor.

Mammillaria lasiacantha ssp. hyalina GM1226.1

Zatrzymaliśmy się po drodze w kilku miejscach, gdzie widzieliśmy: Thelocactus lloydii GM1226, Mammillaria lasiacantha ssp. hyalina GM1226.1, Mammillaria gummifera. Thelocactus lloydii GM1226.2, Echinocereus pectinatus, Mammillaria gummifera.

Echinocactus horizontalonius GM1227.1

Jeszcze jeden postój w okolicy San Felipe de Jesus, gdzie widzieliśmy: Thelocactus lloydii, Echinocereus pectinatus, Mammillaria gummifera, Coryphantha hintoniorum? GM1227, Echinocactus horizontalonius GM1227.1.

Coryphantha hintoniorum albo palmeri GM1227

Wieczór zapadał szybko, więc wjechaliśmy polną drogą między polami w kierunku widocznego wzgórza, by w trawiastym otoczeniu ustawić namioty. Rychło zjawili się właściciele pola, którzy przyjechali w dwa auta z dwóch stron, by zapytać, co u nich będziemy robić. Oczywiście, pozwolili nam na nocleg, bez żadnych problemów. 


28.10.2009 środa – San Felipe de Jesus, Zac. 76.505 km (2140 m. n.p.m.) 

Rano zbudziła nas praca rolników przy zbiorze kukurydzy. Po śniadaniu wyruszyliśmy by spenetrować pobliską okolicę typu pastwiska (pastizal).

  

W porannym słońcu czarowały nas opuncje                                       i Echinofossulocactus zacatecasensis GM1227.2

Znajdowaliśmy tu: Echinofossulocactus zacatecasensis GM1227.2 oraz Thelocactus lloydii GM1227.3, Mammillaria gummifera GM1227.4, Echinocereus pectinatus, Echinocactus horizontalonius, Coryphantha palmeri lub hintoniorum. Wróciliśmy do Laguna Valenciana, po drodze zatrzymując się w jeszcze jednym miejscu: Mammillaria lasiacantha ssp. hyalina GM1228, Thelocactus lloydii GM1228.1. Niestety, nie udało nam się w żadnym z tych miejsc zobaczyć poszukiwanego bikolora. Podążamy dalej trasą, którą sobie wytyczyłem wcześniej, ponieważ nigdy w tych okolicach nie przebywałem, a rośnie tam Thelocactus lloydii, który szczególnie mnie interesuje.

  

w Meksyku trzeba zawsze uważać po czym się jedzie                  Coryphantha poselgeriana GM1228.4

W pobliżu Gen. Manuel Avilla Camacho zatrzymujemy się przy jakiejś drodze dochodzącej z lewej strony. Po tej drodze jedzie załadowane auto tubylca, który jest tak zafrapowany naszym pojawieniem się w tej okolicy, że nieuważny przejazd przez typową w Meksyku zaporę dla zwierząt domowych przed wjazdem na drogę, przy której my się zatrzymaliśmy, kosztuje go wpadnięciem kołami do głębokiego rowu. Tubylec udaje się po pomoc, a my w tym czasie fotografujemy: Mammillaria lasiacantha ssp. hyalina GM1228.2, Echinocereus pectinatus GM1228.3, Coryphantha poselgeriana GM128.4. Gdy wracamy do auta pomoc w postaci ciągnika rolniczego, już przygotowuje się do akcji wyciągania, co jednak nie wygląda zbyt dobrze. Przed Est. Camacho zatrzymujemy się raz jeszcze: Coryphantha palmeri GM1229, Echinocereus pectinatus GM1229.1, Glandulicactus uncinatus GM129.2.

W tutejszych sklepach do dzisiaj można zobaczyć wizerunek naszego Papa Juan Pablo II.

  

mieszkańcy Est. Camacho

Zatrzymujemy się na chwilę w centrum Est. Camacho by poczynić zakupy i najeść się do syta. Wprawdzie zakupy robimy, ale z jedzeniem jest już gorzej. Niestety w całym miasteczku brak jest piwa. Zastanawiająco wiele dzieci jest, w tak odległym miejscu, o pięknych, europejskich rysach.

  

Thelocactus lloydii GM1230                                                                kwitnące ocotillo

Jedziemy na południe, do San Antonio, gdzie na pobliskim pogórzu znajdujemy pięknie i długo ociernioną populację: Thelocactus lloydii GM1230 oraz Mammillaria pottsii GM1230.1, Echinocereus pectinatus GM130.2, Ec. enneacanthus, Glandulicactus uncinatus, Hamatocactus hamatacanthus.

Homalocephala texensis GM1231.1

  

Ariocarpus kotschoubeyanus GM1231.4

Znów wracamy do Est. Camacho, a stąd na północ, by po kilku kilometrach, przy białej lagunie błotnej obrać kierunek zachodni. Ta laguna jednak nas zatrzymuje. W niej znajdujemy: Mammillaria heyderi lub coahuilensis GM1231, Homalocephala texensis GM1231.1 o pięknych, mocnych i długich cierniach, Coryphantha macromeris GM1231.2 tylko małe i pojedyncze rośliny, Coryphantha poselgeriana GM1231.3, Ariocarpus kotschoubeyanus GM1231.4, którego dostrzegliśmy tylko dlatego, że akurat z błota wystawały czerwone kwiaty.

Opuszczamy Zacatecas i wzdłuż linii kolejowej jedziemy do San Isidro leżącego w Durango, gdzie przekraczamy tory i kierujemy się przez lagunę na zachód.

Thelocactus lloydii GM1231.5

Zatrzymujemy się za Francisco y Madero: Thelocactus lloydii GM1231.5, Echinocactus horizontalonius GM1231.6. Kilkanaście kilometrów dalej zapadająca noc zmusza nas do rozbicia obozu w lekko pofałdowanym terenie, na łachach żwirowych.

Towarzyszy nam w wieczornych promieniach słońca maleńka jaszczurka rogata Phrynosoma cornutum.

29.10.2009 czwartek – San Juan de Guadelupe, Dur. 76.707 km (1660 m. n.p.m.)

Rano zwyczajowo przeglądamy okolicę, w której nam przyszło spać.

  

Coryphantha poselgeriana GM1232.1                                              Thelocactus lloydii GM1232

Na otaczających nas niewielkich wywyższeniach terenu znajdujemy dość liczną populacjęThelocactus lloydii GM1232, Coryphantha poselgeriana GM1232.1, C. macromeris, Echinocereus enneacanthus. Odwiedzamy miasteczko San Juan de Guadelupe.

  

Ładnych dziewczyn sporo, ale piwa brak.

  

Echinomastus durangensis GM1232.3                                            Coryphantha durangensis GM1233

Kierujemy się dalej na północny zachód, ku stacji kolejowej La Mancha już w stanie Coahuila. Gdy teren z płaskiej bagnistej równiny zamienia się w nieco kamienisty teren, zatrzymujemy się: Echinocactus horizontalonius GM1232.2, Echinomastus durangensis GM1232.3, Echinocereus enneacanthus. Pół kilometra dalej: Mammillaria gasseriana GM1232.4, Echinocactus horizontalonius GM1232.5, Echinocereus enneacanthus, Hamatocactus hamatacanthus.

  

Echinocactus horizontalonius GM1233.1                                        Leuchtenbergia principis GM1233.4

Dalsze pół kilometra. Osiągamy niewielkie kamieniste wzniesienia, za którymi znów teren staje się błotny. Te wzniesienia nas zatrzymują, a na nich znajduję: Coryphantha durangensis GM1233, Echinocactus horizontalonius GM1233.1, Thelocactus lloydii GM1233.2 o pięknych, długich i powyginanych cierniach, Mammillaria gasseriana GM1233.3, Leuchtenbergia principis GM1233.4 nieduże, ale ładne rośliny, Glandulicactus uncinatus, Hamatocactus hamatacanthus, Echinocereus enneacanthus. Wracając zatrzymujemy się jeszcze w jednym miejscu, gdzie też widzimy: Echinomastus durangensis GM1233.5, Echinocactus horizontalonius, Coryphantha macromeris, Hamatocactus hamatacanthus.

Thelocactus lloydii GM1233.2

Teraz już sprężamy się, by jak najdalej pojechać na północ.

Przez Villa Nazareno docieramy do Torreon, przekraczamy go i na przedmieściu Matamoros zatrzymujemy auto przy pobliskiej restauracji kuszącej pieczonym kurczakiem pojo asado.

Autostrada wiedzie nas w pobliże San Pedro de las Colonias, skąd drogą Mex 30 docieramy do El Hundido,

  

Thelocactus bicolor GM1233.10                                                     Ariocarpus fissuratus GM1233.9

gdyż chłopaki chcą widzieć: Coryphantha werdermannii GM1233.6, Coryphantha poselgeriana GM1233.7, Coryphantha difficilis „densispina” GM1233.8, Ariocarpus fissuratus GM1233.9, Thelocactus bicolor GM1233.10, Echinocactus horizontalonius GM1233.11, Coryphantha pseudoechinus.

  

Coryphantha werdermannii GM1233.6                                            Echinocactus horizontalonius GM1233.11

Jest już na tyle ciemno, że tylko ja z moim jasnym obiektywem mogę jakieś zdjęcia jeszcze robić. Pozostali tylko oglądają rośliny, przy czym Kazio skupił się właściwie tylko na ariakach, które dla niego specjalnie znalazłem. Gdy wsiedliśmy do auta, zerwał się taki silny i zimny wiatr, że nam wypchnął z drzwi szybę otwieranego okienka wyginając jednocześnie bolec trzymający, tak że nie można było wstawić jej z powrotem. Jakoś zaklinowaliśmy ją, ale Kazik musiał cały czas przyciskać ją nogą, by znów nie wypadła. Tak dojechaliśmy do znanego mi od lat hotelu w Cuatro Cienegas.

30.10.2009 piątek – hotel Cuatro Cienegas, Coah. 77.157 km (475 peso)

Rano udało nam się naprawić wypadającą szybę. Dzisiejszy dzień jest dla mnie ważny. Od dawna chciałem zobaczyć Thelocactus lausseri w naturze, lecz nigdy nie było okazji. Spowodowane jest to przede wszystkim odległością od drogi. Trzeba przebyć 7 km w jedną stronę i to pod górę. Znajomi mówili, że stracili na poszukiwania cały dzień, a i tak nie znaleźli, pomimo, że mieli dane GPS. Mimo to zaryzykowałem. Po przeciwnej stronie interesującej nas w El Retiro bramy jest gospodarstwo, gdzie dopytywaliśmy się o właściciela terenu, który chcieliśmy przebyć. Dowiedzieliśmy się, że klucze od bramy są w posiadaniu właściciela składu aptecznego w północnej części rynku Cuatrocienegas. Nie zdecydowaliśmy się na poszukiwanie klucznika, ale zaopatrzeni w płyny wyruszyliśmy pod górę.

  

Lophophora williamsii GM1233.13                                                   Coryphantha poselgeriana.

Dość dobrą drogą maszerowaliśmy pod górę, po drodze zatrzymując się na krótko przy: Lophophora williamsii GM1233.13, Ariocarpus fissuratus GM1233.14, Coryphantha poselgeriana. Droga się rozdwoiła. Jedna (lewa) kierowała się do widocznego na horyzoncie wiatraka. Druga (prawa) zmierzała do kopalni kruszywa i obierała właściwy kierunek widocznej doliny. Tędy poszliśmy. Niestety za kopalnią zamieniła się w ścieżkę, a później w wydeptaną i ledwie widoczną ścieżkę zwierząt, niekiedy ginąc zupełnie. Dotarliśmy do koryta potoku, którym było łatwiej iść. Tak dotarliśmy wreszcie do drogi prowadzącej do wejścia doliny. Nie zamierzałem poszukiwać roślin na spenetrowanym przez znajomych, i jak się okazało pustym miejscu, ale chciałem wykorzystać dane otrzymane od Niemców. Jednak drogę do doliny przegrodziła zamknięta brama, z napisem, że jest to teren chroniony jako rezerwat przyrody i nie należy tam wchodzić. Nie chcąc łamać takiego zakazu, ale nie rezygnując z poszukiwań, postanowiłem wejść na skały po lewej stronie doliny, czyli po przeciwnej niż spenetrowany przez znajomych teren.

  

Epithelantha micromeris GM1233.16

W jakieś 2/3 wysokości gór widziałem skalne, dość strome płaszczyzny, do których podążałem.

na stanowisku ja i Kazik

Thelocactus lausseri GM1233.20

Tam też znalazłem nie jedną, jak pisał autor pierwopisu, ale 18 pięknych roślin: Thelocactus lausseri GM1233.20, poza tym rosły Epithelantha micromeris GM1233.16, Escobaria variicolor GM1233.17, Ariocarpus fissuratus GM1233.18, przy czym niektóre rośliny były tak piękne, że chciałoby się je mieć w kolekcji, niestety, Coryphantha ramillosa GM1233.19, C. pseudoechinus, Escobaria strobiliformis, Echinocereus enneacanthus, Ec. pectinatus.

  

Ariocarpus fissuratus GM1233.18

Szczęśliwi wracaliśmy, choć mocno kilometry dały nam się we znaki.

Droga, którą wracaliśmy, okazała się tą, którą na początku odrzuciliśmy. W dół szło się znacznie lepiej i szybciej, około 1,5 godziny.

Astrophytum niveum GM1233.21

  

Ariocarpus fissuratus GM1233.23                                                  Coryphantha ramillosa GM1233.22

Darek przypomniał sobie, że blisko Cuatrocienegas rośnie Astrophytum niveum, wobec czego musieliśmy tam się udać. Astrophytum niveum GM1233.21, Ariocarpus fissuratus GM1233.23, Coryphantha ramillosa GM1233.22.

Kazik i ja podczas posiłku w małej jadłodajni w Cuatricienegas.

Wróciliśmy do miasta, by zatankować do pełna i wypełnić brzuchy w pobliskiej Pemex`u takerii, czyli miejscu, gdzie można zjeść placki takos. Teraz ruszyliśmy na północ, a zapadający zmrok nie zwiastował długiej podróży. Na nocleg zapadliśmy za osadą San Isidro.

31.10.2009 sobota – San Isidro, Coah. 77.254 km (1200 m. n.p.m.)

Bardzo zimna noc, pomimo że bezwietrzna, tak nam dała się we znaki, że wyruszyliśmy w podróż około piątej rano, czyli 2 godziny przed świtem. W takich warunkach nie można było starym zwyczajem dokonywać przeglądu terenu. Gdy robi się widno na tyle, że można dostrzec rośliny, zatrzymujemy się w pobliżu San Miguel, gdzie na niemal płaskim terenie widzimy: Echinocereus dasyacanthus, Ec. stramineus, Escobaria strobiliformis, Mammillaria pottsii. Zatrzymujemy się 6,5 km dalej, przy wzgórzu, na którym widzimy: Glandulicactus uncinatus GM1233.24, Mammillaria lasiacantha GM1233.25, Echinocactus horizontalonius GM1233.26, Echinocereus dasyacanthus GM1233.27, Ariocarpus fissuratus GM1233.28. Nie wiadomo skąd wyrastają przed nami młodzi mieszkańcy tej ziemi, z których jeden uzbrojony jest w procę. Witamy się z nimi przyjaźnie, więc pokazują nam, jak się z takiej broni strzela. Z identycznej przed wielu laty Jirka Krechovsky zabił grzechotnika jednym strzałem, odpowiednio dobranym kamieniem.

  

Thelocactus bicolor GM1233.29                                                     Echinomastus warnockii GM1233.30

Jeszcze raz zatrzymujemy się bliżej wioski: Thelocactus bicolor GM1233.29, Echinomastus warnockii GM1233.30, Echinocereus dasyacanthus, Ec. stramineus, Coryphantha macromeris, C. delaetiana. Przed San Jose de las Piedras znajduje się wzgórze, przy którym się zatrzymujemy, ale jest tu tylko typowa dla tej okolicy roślinność: Echinocereus enneacanthus, Ec. stramineus, Coryphantha macromeris, Thelocactus bicolor.

Nieopodal La Veronica oglądamy dom zbudowany pod wielkim głazem, który najwidoczniej kiedyś stoczył się z pobliskiej góry. Zatrzymujemy się jeszcze niedaleko skrzyżowania z drogą wiodącą z La Esmeralda La Prieta, by Kazio mógł zobaczyć jeszcze jedną populację: Ariocarpus fissuratus GM1233.31.

  

Echinocereus longisetus GM1233.32                                             Echinocereus carmenensis GM1233.33

Wciskamy się dość ostro pod górę, krętą drogą przecinającą Sierra del Carmen, lecz dość szybko zatrzymuje nas grupa bielejących po lewej stronie drogi: Echinocereus longisetus GM1233.32. Gdy fotografujemy rośliny, zatrzymuje się auto ze służbą ochrony rezerwatu przyrody Sierra del Carmen. Informują nas, że aby wkroczyć na teren parku, musimy mieć zezwolenie z biura znajdującego się w Melchor Muzquiz, do którego jest dobre 150 km drogi. Dają nam broszurki informujące jak należy się w parku zachowywać i gdzie uzyskać pozwolenie. Wszystkie informacje przekazane przez służby, są raczej wskazówkami a nie kategorycznymi nakazami. Oczywiście dziękujemy za informację i przyrzekamy się stosować, choć zbyt wiele sobie z tego nie robimy.

  

Echinocereus coccineus ssp. agregatus GM1233.34                       malownicza Sierra del Carmen

A to oznacza, że już kilka kilometrów dalej zatrzymujemy się znowu, wkraczając na teren chroniony, by zobaczyć ciekawe rośliny: Echinocereus carmenensis GM1233.33, Echinocereus coccineus ssp. agregatus GM1233.34, Mammillaria heyderi, Neolloydia conoidea. W dalszej drodze podziwiamy malownicze skały otaczające wijącą się drogę niedaleko Cuesta La Malena. Za pasmem Sierra del Carmen wjeżdżamy na teraserię wiodącą na północ, równolegle do pasma górskiego.

  

Epithelantha micromeris GM1233.35                                             Ancistrocactus brevihamatus GM1233.37

W pobliżu Santo Domingo zatrzymujemy się, by zobaczyć, jakie rośliny występują na pobliskim wzgórzu: Epithelantha micromeris GM1233.35, Echinocactus horizontalonius GM1233.36, Ancistrocactus brevihamatus GM1233.37, Echinocereus dasyacanthus, Neolloydia conoidea

Udajemy się teraz na poszukiwanie nowych stanowisk

Przy El Conejo skręcamy w prawo, w polną drogę wijącą się wokół stożkowego wzniesienia. Otwieramy prawą bramę i jedziemy ku niewysokiemu wzgórzu. Na nim rośnie wyłącznie: Coryphantha echinus GPS441 Wyraźnie to nie jest to wzgórze. Cofamy się i teraz przekraczamy lewą bramę. Jedziemy kilkanaście kilometrów i zatrzymujemy na nocleg w pobliżu kilku niskich wzgórz.

01.11.2009 niedziela – El Conejo, Coah. 77.549 km (1180 m. n.p.m.)

Tu, na północy, w listopadzie noce są już naprawdę zimne.

  

Coryphantha echinus GM1233.38                                                    Coryphantha echinus GM1234

Rano penetrujemy pobliże i znajdujemy: Coryphantha echinus GM1233.38 .Coryphantha echinus GM1234, Neolloydia conoidea. Na następnym wzgórzu tylko: Neolloydia conoidea. Teraz przyszedł czas na widoczne z daleka wzgórze, które dla mnie było niemal pewniakiem, ale dostęp do niego jest utrudniony, bowiem trzeba przejść kilometr lub więcej. Po drodze znajdujemy Ibervillea tenuisecta, pasikonika zjadanego przez mrówki oraz poczwarki jakiegoś motyla. Wzgórza badamy dość dokładnie, ale również bez powodzenia. To też nie jest to miejsce. Znajdujemy tu także: Coryphantha echinus, Neolloydia conoidea.

  

Echinocactus horizontalonius GM1235.1                                        Escobaria chaffeyi lub variicolor GM1235

Wracamy do teraserii przez El Conejo i zatrzymujemy przy wzniesieniu: Escobaria chaffeyi lub variicolor GM1235, Echinocactus horizontalonius GM1235.1, Sedum nanifolium GM1235.2, Neolloydia conoidea, Epithelantha micromeris, Homalocephala texensis, Echinocereus dasyacanthus, Escobaria strobiliformis.

  

Sedum nanifolium GM1235.2                                                          Castilleja indivisa

Prawie 4 km dalej znów się zatrzymujemy, ale tu nic nie znajdujemy. Dzień się kończy, więc znajdujemy sobie skrawek miejsca przy płocie, okalającym małą osadę.

Zachodzące słońce maluje niebo na pomarańczowo czerwone pasy wtapiające się w widniejące nad horyzontem góry. W nocy często budzą nas psy, widocznie zaniepokojone odgłosami i każdym ruchem dochodzącym z naszego obozu.

02.11.2009 poniedziałek – Los Venados, Coah. 77.589 km (1260 m. n.p.m.)

Postanowiliśmy jeszcze nieco czasu poświęcić na poszukiwania, ponieważ podłoże miejsc, w których byliśmy dobrze odpowiadało temu, co widać na zdjęciach stanowiskowych jednej interesującej mnie rośliny. Pojechaliśmy więc na północ w dolinkę, w której widoczne były dalsze niewysokie, bielejące wzgórza. Wymarsz rozpoczęliśmy w pobliżu wioski Los Temporales.

  

Echinomastus mariposensis GM1235.4                                           Echinocereus longisetus GM1235.5

Po drodze spotkaliśmy: Ariocarpus fissuratus GM1235.3, Echinomastus mariposensis GM1235.4, Echinocereus longisetus GM1235.5, Escobaria variicolor GM1235.6, Epithelantha micromeris, Neolloydia conoidea, Escobaria strobiliformis, Echinocereus dasyacanthus W międzyczasie Darek wrócił po auto i przejechał nim na koniec wzgórz, gdzie się po pewnym czasie spotkaliśmy. Gdy dotarliśmy do teraserii, jeszcze raz zatrzymaliśmy się na obiecującym miejscu, jednak i tu nic ciekawego nie znaleźliśmy. Minął czas przeznaczony na poszukiwania interesującej mnie rośliny, a my nie potrafiliśmy go wykorzystać. Do dalszych poszukiwań, być może w innym miejscu Meksyku, musimy wrócić następnym razem.

  

przydrożna kapliczka                                                                    Echinocereus pectinatus ssp. ctenoides GM1237

W drodze do Melchor Muzquiz zatrzymaliśmy się jeszcze niedaleko Rancho La Pena. Tutaj, w pobliżu niezbyt głębokiego wąwozu okresowej rzeki spotkaliśmy: Coryphantha ramillosa prawdopodobnie ssp.santarosa GM1236, Echinocereus pectinatus ssp. ctenoides GM1237, Echinocereus coccineus ssp. agregatus GM1237.1, Neolloydia conoidea, Escobaria strobiliformis, Lophophora williamsii.

Kazik przy naszym aucie.

Dzień miał się już ku końcowi, więc przemieściliśmy się przez Melchor Muzquiz i Monclova na nocleg w porządnym motelu w Castaños.

03.11.2009 wtorek – motel Castaños, Coah. 77.942 km (285+205 peso za pokój)

Rano wyruszamy na południe, a zatrzymujemy się w pobliżu El Sacrificion, ponieważ mamy informację, że tutaj znaleziono Ariocarpus retusus pectinatus.

  

Ariocarpus retusus GM1238.2                                                        Ibervillea tenuisecta GM1238.4

Fotografujemy więc rośliny: Coryphantha neglecta GM1238, Lophophora williamsii GM1238.1, Ariocarpus retusus GM1238.2 - niestety wszystkie rośliny są typowe, bez bruzdy, Echinocactus horizontalonius GM1238.3, Ibervillea tenuisecta GM1238.4, Echinocereus stramineus GM1238.5, Ec. enneacanthus GM1238.6, Ec. pectinatus, Coryphantha salinensis GM1238.7, C. pseudoechinus, Epithelantha micromeris GM1238.8, Escobaria strobiliformis, Glandulicactus uncinatus, Hamatocactus hamatacanthus. Spieszymy teraz do La Luz, gdzie spodziewam się kwitnących Thelocactus palomaensis, a Kazio Ariocarpus retusus.

Yucca filifera

Chwilkę odpoczywamy przy grupie starodrzewu Yucca parę kilometrów za Palomas, gdzie spotykamy dość liczną populację: Lophophora williamsii GM1238.9.

  

Ariocarpus retusus GM1240.1

Mijamy kopalnię kruszywa i kierujemy się wyjeżdżoną drogą, która prowadzi nas do ruin La Luz. Za wioską widnieje wzgórze, które jest tylko zakończeniem wysokiego masywu Sierra La Paila.

  

Ariocarpus retusus GM1240.1

Tu zatrzymujemy auto i wspinamy się na zbocze.

  

Thelocactus palomaensis GM1239                                                  Escobaria zilziana GM1240

Znajdujemy: Thelocactus palomaensis GM1239, Escobaria zilziana GM1240, Ariocarpus retusus GM1240.1 niemal wszystkie kwitnące (z wyjątkiem starych form cristata), Mammillaria chionocephala GM1240.2, Epithelantha micromeris GM1240.3, Echinocereus pentalophus ssp. leonensis GM1240.4, Ec. pectinatus, Coryphantha neglecta, C.difficilis.

Darek za kierownicą.

Teraz mijamy Saltillo i wbijamy się w zielone przestrzenie górskich dolin, prowadzących przez El Castillo, San Pedro de Sotolar, w kierunku Rayones.

  

Ferocactus steinesii GM1240.5                                                       Opuntia sp.

Pierwszy postój robimy na przełęczy przed El Castillo, bo tu rosną: Ferocactus steinesii GM1240.5 w wielkich ilościach porastają zbocza, Echinocactus ingens, Neolloydia conoidea.

  

Yucca carneoroseana                                                                      Agave americana

Drugi postój urządzamy za wioską, lecz tu nie znajdujemy nic, jeśli nie liczyć kilku: Echinocactus horizontalonius GM1240.6. Przed Estados Unidos na zielonych łąkach znajdujemy: Echinofossulocactus multicostatus GM1241.

  

Echinofossulocactus multicostatus GM1242                                      miejsce noclegu przed Cienga del Torro

Za San Pablo de Sotolar, na wysokości 2390 mnpm, również w zielonej trawie łagodnie opadających zboczy doliny znajdujemy: Echinofossulocactus multicostatus GM1242, Mammillaria heyderi GM1242.1, Coryphantha hintoniorum ssp. geoffreyi GM1242.2. Zatrzymujemy się przed skrzyżowaniem do Cienga del Torro, lecz brak tu porządnego miejsca na biwak. Jest za to: Coryphantha hintoniorum ssp. geoffreyi GM1243. Za skrzyżowaniem znajdujemy wreszcie płaski teren w lesie, na którym postanawiamy przenocować. Drzewa porośnięte są obficie tilandsjami. W lesie nie ma wiatru, więc wydaje się, że jest dość ciepło.

04.11.2009 środa – Cienga del Toro, NL 78.222 km (2250 m. n.p.m.)

Ranek budzi nas przymrozkiem. Trawa dokoła bieleje szronem.

  

drzewa z brodami Tillandsia usneoides i Darek                                       Rapicactus beguinii GM1244.1

W pierwszych promieniach słońca zauważamy rosnące blisko nas: Coryphantha hintoniorum ssp. geoffreyi GM1244, Rapicactus beguinii GM1244.1, Ferocactus steinesii.

  

Coryphantha hintoniorum ssp. geoffreyi GM1244                          pieski stepowe Cynomys mexicanus

Przez Cienga del Toro kierujemy się na Santa Rosa, gdzie chcę zobaczyć Thelocactus lophothele ssp. hintonii. Po drodze widzimy łąki poznaczone dziurami nor, pomiędzy którymi biegają pieski preriowe czyli wiewiórkowate gryzonie Nieświszczuk meksykański (Cynomys mexicanus). Jest to wielkie stado, które opanowało całe dno doliny, na przestrzeni kilku kilometrów. Nawet nie specjalnie nas się boją, tak, że udaje nam się zrobić kilka zdjęć. Droga zaczyna wić się wąskimi dolinami. W pewnym momencie zatrzymuje nas tubylec, mówiąc że droga dalej jest zawalona i do Rayones się nie dostaniemy. Mamy tylko nadzieję, że dojedziemy do stanowiska. Jeszcze kilka kilometrów dalej zatrzymuje nas kolejny z tym samym ostrzeżeniem.

  

doliny przed Santa Rosa                                                                Thelocactus lophothele ssp. hintonii GM1245

Jednak w pewnym momencie zauważamy nad naszymi głowami dość duże rośliny. To są one. Pomimo, że jeszcze nie dotarliśmy do znanego punktu, dalej już nie musimy jechać. Wspinamy się na strome zbocze w miejscu, gdzie przy kolejnym zakręcie rozpoczyna się kolejna dolina. Tym, żlebem wspinamy się na krawędź urwistego stoku.

  

Echeveria lilacina GM1246.1                                                                 jaszczurka<Holbrookia elegans>

Tu znajdujemy i do woli fotografujemy: Thelocactus lophothele ssp. hintonii GM1245, Mammillaria rayonensis GM1246, Echeveria lilacina GM1246.1, Mammillaria chionocephala GM1246.2, Neolloydia conoidea GM1246.3, Ferocactus steinesii, Echinocactus ingens, Echinocereus parkeri, Ec. pentalophus ssp. leonensis. Teraz już możemy wrócić, by od Cienga del Toro przez Galeana dotrzeć do Rayones. Widzimy biegające po skałach jaszczurki w kolorze szarobrązowym i niebieskim. Te ostatnie są tak szybkie, że nie udaje nam się zrobić żadnego zdjęcia. Ponad głowami zwieszają się długie i gęste warkocze Tillandsia usneoides, T. recurvata i jeszcze jakiejś innej nieoznaczonej, z gałęzi porastających zbocza drzew. Te góry i przecinające je doliny są przepiękne, i warto było tu przyjechać.

Za San Ildefonso zatrzymujemy się na wysokości 2550 mnpm, na niewyraźnej przełęczy i po krótkiej penetracji znajdujemy:

  

Echinofossulocactus multicostatus GM1246.4

Mammillaria formosa GM1246.6

  

Echinocereus knippelianus var. schatzlii GM1246.5                         Echeveria walpoleana GM1246.7

Echinofossulocactus multicostatus GM1246.4, Echinocereus knippelianus var. schatzlii GM1246.5, Mammillaria formosa GM1246.6, Echeveria walpoleana GM1246.7.

jesień w tych okolicach też jest barwna

Zatrzymujemy się jeszcze przy stromym wzgórzu z sypkiego gipsu, ale na nim nic nie rośnie.

Mijamy Galeanę i krętą drogą jedziemy do Rayones. Darek dobrze opanował to auto i radzi sobie doskonale z trasą.

  

tak wyglądają rośliny Echinocactus ingens GM1246.9,                   gdy dopadnie je głodny kaktusiarz                                    

Zatrzymujemy się na chwilkę w mnie znanym miejscu na wybiegającym najdalej na południe zboczu Sierra Las Animas, by chłopaki mogli zobaczyć: Thelocactus matudae GM1246.8, Echinocactus ingens GM1246.9.

  

Begonia sp. GM1246.10                                                                    Mammillaria rayonensis GM1246.12

Jeszcze przed zmrokiem skręcamy w prawu, do wioski Pedro Cariazales, bo chłopaki muszą zobaczyć: Aztekium ritteri GM1246.11, Begonia sp. GM1246.10, Mammillaria rayonensis GM1246.12, Agave stricta GM1246.13 bardzo małe rośliny, Thelocactus matudae GM1246.14.

  

Aztekium ritteri GM1246.11                                                          Selaginella lepidophylla

  

ściana z Aztekium ritteri GM1246.11  

Kazik na szczęście dość wcześnie dostrzega węża koralowego Micrurus tamaulipensis lub Micrurus tener microgalbineus, który wylegiwał się na dnie wąwozu i swoją bezczynnością nie pozwalał mu iść dalej. Jest to gadzina łagodna, ale bardzo jadowita.

  

typowe dla meksykańskich miasteczek kiermasze, będące głównie atrakcją dla dzieci

  

w magazynie orzechów pekan Darek, Kazik i właściciel                                         obwieszczenie w hotelu

W malowniczo położonym wśród wysokich gór Rayones, udajemy się do hotelu nieopodal centrum, w którym wcześniej przez pewien czas zwiedzaliśmy magazyn orzechów pekan Carya pecan. Niektóre orzechy są maleńkie, ale najbardziej poszukiwane i przez to wartościowe, są te największe, o cienkiej skorupce, którą można zgnieść w ręku. Trochę ich zjedliśmy.

pięknie położony hotel Santa Rosa w Rayones

Całe Rayones i otaczająca dolina obsadzone są bardzo wysokimi drzewami produkującymi te orzechy. Jesienią spadają zaśmiecając ulice, ale też są one ważnym składnikiem diety tubylców i przynoszą im zyski ze sprzedaży.

05.11.2009 czwartek – hotel Santa Rosa, Rayones, NL 78.327 km

Po śniadaniu jedziemy w kierunku Rancho El Porvenir.

  

Ariocarpus scaphirostris GM1246.15

Kazik wymusił to stanowisko, gdzie rosną: Ariocarpus scaphirostris GM1246.15, forma o suchych brodawkach, akurat kwitną, choć jest zbyt wcześnie, aby kwiaty były w pełni otwarte, Echinocactus ingens GM1246.16. Wracamy przez Rayones na stanowisko Aztekium ritteri, ponieważ Darek myśli, że zrobi lepsze zdjęcia. Niestety w tym kanionie zawsze jest cień. Jedziemy więc zobaczyć drugi gatunek Aztekium. Mijamy znów Galeanę i kilka kilometrów na południe odbijamy od głównej drogi w lewo, w kierunku na La Poza, za którą zatrzymujemy się przy pierwszym napotkanym wzgórzu.

  

Thelocactus matudae GM1246.17                                                  Neolloydia conoidea GM1246.18

Widzimy na nim: Thelocactus matudae GM1246.17, Echinocactus ingens, Neolloydia conoidea. Otwiera się przed nami długa dolina, a droga przechodzi na jej zachodnią stronę. Po kilku kilometrach zatrzymujemy się przy białych gipsowych skałach. Niestety, żadne kaktusy tu nie rosną. W pewnym momencie widzę wolno jadące z przeciwnej strony auto podobne do naszego, a za kierownicą goły brzuch kierowcy.

Nie pozostawia to wątpliwości – spotykamy wycieczkę Czechów pod wodzą Vaški Jakubca. Panuje ogólna radość, choć niektórzy z Czechów najwidoczniej są już zmęczeni wyprawą. Wcale im się nie dziwimy. W końcu jest ich siedmiu w takim samym aucie, jak nas trzech. Wypijamy piwo, trochę gawędzimy i każdy podąża w swoją stronę. Oni do Rayones, my na geoszki.

  

Geohintonia mexicana GM1246.20                                               stanowisko Aztekium hintonii GM1246.19 i Geohintonia mexicana

Kilka kilometrów dalej, przed wioską San Jose, rozpoznaję znajomy kanion i zbocza porośnięte skromnie jukami. Wychodzimy by fotografować na stromych, białych, gipsowych zboczach: Neolloydia conoidea GM1246.18, Aztekium hintonii GM1246.19, Geohintonia mexicana GM1246.20. Na zboczu Kazik nieopatrznie dotknął jakąś roślinę, która go oparzyła, ale nie był w stanie powiedzieć, jak ona wyglądała.

Wracamy, ale przed wyjazdem z doliny, blisko osady Aqua Nueva, zatrzymujemy się, bowiem chcę zobaczyć, co rośnie na skalnych występach ciągnących się niemal środkiem doliny. Szybko analizuję roślinność, bowiem z daleka widać tuman kurzu, ciągnący się za nadjeżdżającym autem, a my nie chcemy jechać za kimś, łykając unoszący się w powietrzu piasek.

Echinocereus parkeri GM1246.22

Na skałach widzę tylko: Echinocereus pentalophus GM1246.21, Ec. parkeri GM1246.22, Thelocactus buekii.

  

Rapicactus beguinii GM1246.23                                                      Thelocactus buekii v. matudae GM1246.24

Przed La Ascension zatrzymujemy się za wioską Pablillo, w miejscu, gdzie po lewej stronie znajduje się wąskie wyrobisko kamieniołomu. Wdrapujemy się na mocno porośniętą wysokimi drzewami skałę. Na krawędzi skały, w miejscach, gdzie łatwiej dociera słońce, zauważamy: Rapicactus beguinii GM1246.23 – niestety, nie jest to R. booleanus, który miał tu występować, Thelocactus buekii v. matudae GM1246.24, Mammillaria chionocephala. W La Ascension zatrzymujemy się przy aptece, by kupić jakieś specyfiki, bowiem Kazik ma takie straszne uczulenie od oparzenia na geohintonkach – bolą go wszystkie stawy, ręce i nogi mu się trzęsą. Po zakupach i nakarmieniu nimi Kazika wybieramy kierunek do Sandia, gdzie skręcamy na północny zachód, do San Ignacio de Texas. Teraz znajdujemy drogę wiodącą na zachód i staramy się znaleźć miejsce, nadające się na nocleg. Widząc po lewej ciągnące się pasmo starych juk, wjeżdżamy polnymi, ledwie widocznymi drogami w głąb zadrzewionego obszaru, który szybko się kończy a zaczyna typowy matorral micrófilo. Tu rozbijamy obóz.

06.11.2009 piątek – Calabacillos, NL 78.538 km (1700 m. n.p.m.)

Rankiem penetrujemy płaską okolicę, w której przyszło nam nocować. Kazika dalej trzęsie, ale już mniej.

  

Lophophora williamsii GM1247                                                        Cylindropuntia sp. GM1247.7

  

Ariocarpus retusus GM1247.2                                                         Thelocactus bicolor GM1247.1

Dokoła wiele roślin: Lophophora williamsii GM1247 – nietypowe, bowiem nawet małe rośliny są 8 i więcej żebrowe, Thelocactus bicolor GM1247.1, Ariocarpus retusus GM1247.2, Echinocereus pectinatus GM1247.3 o białych lub co najwyżej jasnoróżowych cierniach, Mammillaria heyderi GM1247.4, Echinocactus horizontalonius GM1247.5, Cylindropuntia invicta GM1247.6, Cylindropuntia sp. GM1247.7 – niewielkie, niskie kępy, nieco podobne do invicta – być może hybryd, Ferocactus steinesii GM1247.8, Neolloydia conoidea, Coryphantha delicata, Glandulicactus uncinatus, Cylindropuntia leptocaulis. Wracamy do teraserii i jedziemy do podnóża gór.

  

Rapicactus beguinii ssp. hintoniorum GM1248.1

  

Tradescanthia wrightii GM1248.2                                             Echinocactus ingens GM1248.3

  

Turbinicarpus valdezianus GM1248

Przy pierwszych bliskich wzniesieniach zatrzymujemy się. Jeszcze w płaskiej salinie znajdujemy: kwitnące Rapicactus beguinii ssp. hintoniorum GM1248.1, Echinocactus ingens GM1248.3, Mammillaria candida GM1248.4, Echinocactus horizontalonius natomiast na wierzchołku wzniesienia rosną Turbinicarpus valdezianus GM1248 – prawdopodobnie v. albiflorus, gdyż są to rośliny nie osiągające nawet 10 mm średnicy i kwitną biało, Tradescanthia wrightii GM1248.2, Ariocarpus retusus, Lophophora williamsii, Neolloydia conoidea.

  

Thelocactus multicephalus GM1248.5

Jedziemy teraz z powrotem przez Sandia i dalej na południe, zatrzymując się niedaleko Puentes.

  

Th. conothelos ssp. argenteus GM1248.6

Na zboczu za gęstym nie do przebycia ogrodzeniem widzimy kwitnące rośliny, więc jedziemy jeszcze nieco dalej.

  

Echeveria unguiculata GM1248.7                                                                  Mammillaria albicoma GM1248.8

Tu możemy się zatrzymać w bocznej drodze i fotografować do woli: Thelocactus multicephalus GM1248.5, Th. conothelos ssp. argenteus GM1248.6, Echeveria unguiculata GM1248.7, Mammillaria albicoma GM1248.8, Neolloydia conoidea v. grandiflora GM1248.9, Lophophora williamsii GM1248.10, Mammillaria chionocephala GM1248.11, Hamatocactus hamatacanthus, Echinocereus pentacanthus ssp. leonensis, Ec. cinerascens, Ec. pectinatus, Mammillaria candida, Echinocactus ingens, Echinofossulocactus erectocentrus, Ferocactus steinesii.

  

Neolloydia conoidea v. grandiflora GM1248.9                               częsty widok w tych stronach

Teraz zatrzymujemy się na bocznej drodze do Capadero, przed Dr Arroyo.

  

Turbinicarpus pseudopectinatus GM1249                                       restauracja w Dr. Arroyo. Darek i Kazik.

Na płaskim wzniesieniu pocętkowanym nieporośniętymi trawą, bielejącymi łatami żwirowej ziemi znajdujemy: Turbinicarpus pseudopectinatus GM1249, Thelocactus hexaedrophorus, Mammillaria chionocephala. Na wjeździe do Dr Arroyo, przy głównym skrzyżowaniu, po lewej stronie jest restauracja, w której można zjeść różne dania z kurczaka, czyli pollo. Oczywiście korzystamy z takiej możliwości, bo w brzuchach nam burczy. Czekając na danie podziwiamy wykonanie obiektu. Wszystko jest w symbolice kurczakowej, nawet wejścia do toalet oznaczone są kogucikiem i kokoszką. Tu dbają o higienę, więc kucharka jest ubrana w fartuch, nakrycie głowy a nawet maseczkę na twarz. Po raz pierwszy w Meksyku coś takiego widziałem. Ale jedzenie jest dobre. Po obiedzie kierujemy się do Matehuala, mijamy je i jedziemy za Palmas i El Herrero, gdzie musimy w naszym aucie wymienić oponę - widocznie coś ostrego było na jej drodze.

  

Ariocarpus hintonii GM1249.2                                                        Thelocactus hexaedrophorus GM1249.3

Po wymianie wspinamy się na łagodne wzgórze i przy zachodzącym już słońcu fotografujemy: Ariocarpus retusus GM1249.1. Ariocarpus hintonii GM1249.2, Thelocactus hexaedrophorus GM1249.3. Wracamy do Matehuala, naprawiamy uszkodzoną oponę, robimy zakupy i znajdujemy nocleg w fantastycznym hotelu, w którym otrzymujemy salonik z trzema szerokimi łóżkami typu cama matrimoniales, z okrągłym stołem, telewizorem i dobrym wyposażeniem.

07.11.2009 sobota – hotel Matehuala, SLP 78.725 km (400 peso)

Kierujemy się do Dr Arroyo, ale w połowie drogi skręcamy w asfaltową drogę wiodącą na południe.

  

Thelocactus hexaedrophorus GM1250.1                                        roślinka GM1250.3

  

Ariocarpus retusus GM1250.4                                                        Rapicactus subterraneus GM1250

Za Lagunita de Castillo znów odbijamy w prawo w drogę typu teraseria i zatrzymujemy się przy pierwszym bliskim wzgórzu. Tutaj znajdujemy: Rapicactus subterraneus GM1250 – niestety tylko dwie roślinki, Thelocactus hexaedrophorus GM1250.1, Mammillaria formosa GM1250.2, jakaś roślinka mająca kwiaty podobne do miniaturowego storczyka GM1250.3, Ariocarpus retusus GM1250.4, Neolloydia conoidea, Echinocactus ingens, Mammillaria candida. Wracamy do asfaltu i jedziemy dalej na południe, niestety brak czasu na zwiedzanie ciągnących się po lewej stronie wzgórz, na których były też raportowane rapikaktusy.

  

Echinocereus pectinatus GM1250.5                                                Thelocactus hexaedrophorus GM1250.6

Zatrzymujemy się za Las Catorce gdzie widzimy: Echinocereus pectinatus GM1250.5, Thelocactus hexaedrophorus GM1250.6, Coryphantha delicata GM1250.7, Ariocarpus retusus, Neolloydia conoidea, Echinocactus ingens, Mammillaria candida, M. formosa, Ferocactus steinesii. Następny postój przed Tapoña Morena.

  

Echinocereus parkeri ssp. gonzalezii GM1250.8                              Thelocactus hexaedrophorus GM1250.9

Tu znajdujemy: Echinocereus parkeri ssp. gonzalezii GM1250.8, Thelocactus hexaedrophorus GM1250.9, Coryphantha delicata, Ariocarpus retusus, Neolloydia conoidea grandiflora, Mammillaria formosa. Teraz zatrzymujemy się przy La Joya del Zacate na wysokości 2000 mnpm: Mammillaria picta GM1250.10, Thelocactus conothelos GM1250.11, Villadia cucullata GM1250.12, Echinocereus palmeri ssp. gonzalezii, Ec. pentalophus, Thelocactus hexaedrophorus, Neolloydia conoidea grandiflora, Mammillaria formosa. 

W miasteczku Tapoña Morena wszystkie płoty wzdłuż ulic wykonane są jako żywe bariery zapewniające prywatność.

  

Mammillaria picta GM1250.10                                                         Villadia cucullata GM1250.12

Okolice Joya de Zacate

Jeszcze raz zatrzymujemy się jakieś 2,5 km dalej, gdzie typ wegetacji jest nieco podobny: Thelocactus conothelos, Ariocarpus retusus, Villadia sp., Echinocereus pentalophus, Neolloydia conoidea, Mammillaria candida. Docieramy do miasteczka Mier y Noriega. Jest czas obiadu, więc auto zatrzymujemy w samym centrum, przy posterunku policji, przed który wylegli chyba wszyscy policjanci, pytając, czy nie mają nic przeciwko temu. Pozwolono nam na to i wskazano jadłodajnię, bo nigdzie takowej nie widzieliśmy. Mieściła się ona za zupełnie nieoznakowanymi drzwiami z gęstej siatki. Również na budynku nie było śladu wskazującego na jadłodajnię (trudno to nazwać restauracją). Wewnątrz było kilka stolików wyposażonych w tacki z maciupeńkimi, zielonymi papryczkami chili, długości 15 i średnicy 5 mm oraz w krzesła. Papryczki paliły tak niesamowicie, że jedna starczyła do całego posiłku. Zamówiliśmy jakieś mięsko z tortilkami i piwo, przy czym z uwagi na obecność policji, Darek wolał coca-colę. Po chwili do lokalu weszło 4 policjantów w czystych ubraniach maskujących. Byli dobrze zbudowani i wyglądali na dowódców. Zajęli stolik obok nas i od czasu do czasu nam się przyglądali, czekając na swoje dania. My spokojnie jedliśmy. Gdy już skończyliśmy, ja poszedłem uregulować zapłatę. Wracając grzecznie zaczepiłem wyglądającego na najważniejszego z nich, pytając, czy oni są antyterrorystami. Odpowiedział, że oczywiście i z kolei sam chciał wiedzieć, kim my jesteśmy i co tu robimy. Odpowiedzieliśmy, że jesteśmy polskimi dziennikarzami, jeździmy i fotografujemy piękne meksykańskie góry, osady, rośliny, ludzi, w tym piękne dziewczyny. Uśmiechnął się, ale jeszcze spytał, który z nas jest kierowcą. Odparłem, że to widać, bo tylko przed jednym stoi cola. Też był zadowolony z odpowiedzi. Pożegnaliśmy się więc i poszliśmy do auta. Przy aucie czekał już policjant, mówiąc, że dowódca chce rozmawiać z kierowcą. Gdy stwierdziliśmy, że już rozmawiał, policjant zakończył swój dyżur.

Teraz przypomniałem sobie o pewnej dolinie, której nie zdążyłem zwiedzić w roku 2007, a którą wypatrzyłem już dawno poprzez portal satelitarny Google Earth.  Ruszyliśmy więc przez D.Arroyo na północ, by po pewnym czasie do niej dojechać. Za osadą wjechaliśmy w kiepską drogę typu brecha wiodącą na północ. Pierwsze wzgórze po prawej stronie nas zatrzymało, ale na nim znaleźliśmy tylko: Echinocactus ingens, Coryphantha delicata. Dalsza droga wydawała się coraz gorsza, wręcz na granicy możliwości naszego auta. Cały czas baliśmy się, by się nie zakopać w piasku. Kilkakrotnie ja szedłem kilkaset metrów badając teren, a po moim powrocie jechaliśmy dalej, by za kilometr powtarzać cały proces. Po mniej więcej 7 kilometrach tej męczarni i ciągłej niepewności, czy przejedziemy dalej zatrzymaliśmy się znów przy wzgórzach po lewej stronie.

  

Thelocactus conothelos GM1250.13                                               Matelea lanata GM1251.7

  

Mammillaria candida GM1251.2                                                       Mammillaria picta GM1251.1

Znaleźliśmy na nich: Thelocactus conothelos GM1250.13, Coryphantha delicata, Echinocactus ingens, Neolloydia conoidea, Mammillaria formosa, Ferocactus steinesii. Kilometr dalej, na wzgórzach znajdowane rośliny były identyczne. Słońce gasło w oczach, więc zatrzymaliśmy się na płaskim, gipsowym polu, na którym praktycznie nic nie rosło. W kilku miejscach w gipsie były lochy, a cała skorupa wydawała odgłos, jakby pod spodem była pustka. Zaparkowaliśmy na niej i rozbiliśmy namioty. Szpilki od namiotu bardzo dobrze w tę skorupę się wbijały. Ledwie zasnęliśmy, zbudziły nas gwizdy, okrzyki i świecenie latarkami oraz reflektorami samochodu, który zatrzymał się na tej drodze, ale bał się do nas podjechać. Nie odzywaliśmy się, więc po pewnym czasie zrezygnowali i odjechali. Prawdopodobnie byli to tutejsi właściciele pól położonych w dolinach. Myślę, że pośród kukurydzy uprawiają oni też nielegalne rośliny i dlatego starali się wypłoszyć intruzów. Reszta nocy przebiegała spokojnie.

08.11.2009 – niedziela –  NL 79.005 km

Skoro świt wdrapujemy się na pobliskie wzgórza, o ostrych grzbietach. Widzimy tu: Mammillaria picta GM1251.1, M. candida GM1251.2, Thelocactus conothelos GM1251.3, Neolloydia conoidea GM1251.4, Echeveria sp. GM1251.5, Bursera fagaroides GM1251.6 w dość dużych ilościach i ładnie ukształtowane, Matelea lanata GM1251.7 – roślina pokryta białym pluszem z rodziny Asclepiadaceae, Mammillaria formosa GM1251.8. Ponad kilometr dalej zatrzymujemy się między wzgórzami. Darek idzie na prawe, Kazik na następne przed nami, a ja zaczynam się wdrapywać w sandałach na lewe wzgórze. Dość szybko stwierdzam, że wegetacja specjalnie się nie różni od poprzednich, więc schodzę do auta. Gdy już jestem nisko, zauważam na szczycie przeciwnego wzgórza Darka. Pytam go, czy coś ciekawego znalazł i czy już wraca, ale w odpowiedzi słyszę, że wprawdzie nic ciekawego nie znalazł, ale zamierza jeszcze przejść na przeciwną stronę. Mam więc czas, a nie będę go marnował na siedzenie przy aucie.

  

Turbinicarpus graminispinus sp. nova GM1251

  

Turbinicarpus graminispinus sp. nova GM1251

Na moim wzgórzu, nieco z przodu i przy wierzchołku widzę płyty skalne z brązowawego dolomitu, więc idę do nich. Już przy skałach zauważam, że w szczelinach rośnie żółta wyschnięta trawa, a między nią podobna, ale zupełnie mała trawka. Wygląda to co najmniej dziwnie, więc się do niej kieruję i wówczas widzę, że jest to roślina z rodzaju Turbinicarpus, ale do tej pory nie relacjonowana przez nikogo, ani nie opisana. Na takie odkrycia czeka się latami. Energia, jak i adrenalina w człowieku rośnie i nie da się opisać, co się wówczas czuje. Dla takich momentów warto jeździć do Meksyku. Czekając, aż koledzy do mnie przyjdą, rozpoznaję teren, na którym ta populacja rośnie. Są to okolice wierzchołka, długości około 200 i szerokości 50 metrów. Pokazuję kolegom roślinki. Nie wierzą własnym oczom. Mówią, że być może i na penetrowanych przez nich wzgórzach rosły, ale na pewno nie zwrócili na nie uwagi. Euforia udziela się wszystkim. Dobrą godzinę lub więcej fotografujemy i dokumentujemy stanowisko i rośliny. Poza wymienionymi na poprzednim stanowisku jest to: Turbinicarpus graminispinus GM1251 – nazwany tak przeze mnie z powodu cierni podobnych do trawy (gramen – trawa). Koledzy nazywali go prowizorycznie, zapewne dla żartu, Turbinicarpus grzegorzii. Rośnie w szczelinach skał i między wapiennym żwirem typu calieza. Kilometr dalej zatrzymujemy się w miejscu, gdzie niemal płaska płyta dolomitowa przecina drogę. Już kilka metrów od naszej drogi widzę znów nasze odkrycie. Jest to jednak bardzo małe stanowisko, zaledwie kilkadziesiąt metrów kwadratowych.

  

Thelocactus hexaedrophorus GM1251.9                                         Ariocarpus retusus GM1251.10

Teraz już jako szczęśliwi odkrywcy, z powrotem jedziemy asfaltem przez Dr Arroyo do Ceros Blancos, gdzie chcę zobaczyć Turbinicarpus schwarzii v. rubriflorus. Wdrapujemy się na dość wysokie wzgórze, na którym widzimy: Thelocactus hexaedrophorus GM1251.9, Ariocarpus retusus GM1251.10. Niestety, poszukiwanych roślin nie widzimy. Jedziemy dalej i zauważamy, że sto metrów dalej jest zupełnie niewysokie wzgórze. To na pewno jest to właściwe, ale nie mamy już czasu. Zostanie mi to miejsce do zbadania w przyszłości.

  

Turbinicarpus viereckii ssp. major GM1253                                   Astrophytum myriostigma GM1251.12

Jeszcze zatrzymujemy się na chwilę w pobliżu La Naranjita, gdzie koledzy muszą zobaczyć: Turbinicarpus viereckii ssp. major GM1253, Echinocereus pentalophus GM1251.11, Astrophytum myriostigma GM1251.12, Cylindropuntia leptocaulis GM1251.13, Cnidoscolus (Jatropha) urens, na którą szczególnie musi uważać Kazik. Jedziemy niemal do zmroku na południe, by dostać się na stanowisko Ariocarpus agavoides v. sanluisensis. Niestety, brama jest zamknięta na nowiutką kłódkę. Musimy spróbować dostać się od południowej strony. Tuż przed wioską skręcamy w prawo w wyjeżdżone torowisko. Piaszczystą brecha brniemy prawie 4 kilometry, ale stwierdzamy, że ryzyko ugrzęźnięcia jest coraz większe, więc wybieramy trochę mniej zarosłe jukami miejsce na obozowisko, tym bardziej, że noc już zapada. Przez całą noc dobiegała ze wsi muzyka. W końcu jest to niedziela. W takiej atmosferze miło się spało.

09.11.2009 - poniedziałek – Minicipio Guadalcazar, SLP 79.234 km

Po śniadaniu obfitym w przyrządzoną wieczorem sałatkę z pomidorów, cebuli, oliwek i jalapenios, wyruszyliśmy ku odległemu o niemal trzy kilometry wzgórzu, na którym spodziewamy się znaleźć ariaki. Piaszczystą drogą docieramy do suchego koryta rzecznego, za którym znajdujemy dalszą drogę prowadzącą na północ przez gęsty busz. Jeszcze kilkaset metrów i jest niemal niewidoczne wzgórze. Trochę czasu nam zabiera znalezienie właściwego stanowiska.

  

Ariocarpus agavoides v. sanluisensis GM1251.14

Okazuje się, że jest ono bardzo małe, dosłownie kilkadziesiąt metrów kwadratowych. Niżej, ani wyżej poszukiwane rośliny nie występują: Ariocarpus agavoides v. sanluisensis GM1251.14, Ariocarpus retusus GM1251.15, Thelocactus tulensis, Coryphantha delicata.

  

Turbinicarpus pseudopectinatus GM1252

Stąd wróciliśmy na przełęcz Santa Rita del Rucio, by zobaczyć: Turbinicarpus pseudopectinatus GM1252.

  

Ariocarpus kotschoubeyanus GM1255.1                                          Neolloydia matehualensis GM1255

  

Turbinicarpus klinkerianus GM1255.3                                             Ariocarpus retusus "elongatus" GM1255.2

  

Echinocactus horizontalonius GM1255.4.                                       Thelocactus bicolor GM1254

Darka marzeniem było zobaczyć Neolloydia matehualensis, więc zatrzymaliśmy się w Huizache: Thelocactus bicolor GM1254, Neolloydia matehualensis GM1255, Ariocarpus kotschoubeyanus GM1255.1, A. retusus GM1255.2, Turbinicarpus klinkerianus GM1255.3, Echinocactus horizontalonius GM1255.4.

  

Dojechaliśmy do Entronque Huizache, a od tego miejsca przez wiele kilometrów widzieliśmy i w trakcie jazdy fotografowaliśmy, liczne stragany, wypełnione wyrwanymi kaktusami, tak, że stoły się uginały pod ich ciężarem. Niestety, do chwili obecnej państwo nie dopracowało się prawdziwej ochrony kaktusów. Nadal wolą widzieć i rozgłaszać, że złapali Niemca, przy którym znaleźli trochę nasion, niż widzieć, co się dzieje na własnym podwórku. Darek chciał jeszcze widzieć w przyrodzie Ariocarpus bravoanus, ale pomimo, że spędziliśmy w Nuñez kilka godzin na znanym mi już stanowisku, nie znaleźliśmy ani jednej rośliny. Zbiór kaktusów w okolicy Huizache, a więc i Nuñez jest tubylcom przez władze dozwolony, więc tak poszukiwane rośliny nie mogły się uchować. Zapewne zostały sprzedane do Japonii lub USA i dzisiaj są faktycznie zagrożone, a może i zupełnie wygubione w przyrodzie. Vašek Jakubec, gdy go spotkaliśmy mówił, że oni także nie znaleźli ani jednej rośliny w miejscach, w których przed rokiem było ich sporo. Tak więc wróciliśmy przez Huizache, by w okolicy Palomas, przy drodze do Ciudad del Maiz, znaleźć spokojne miejsce na nocleg. Zjechaliśmy z drogi do las Tablas zaraz za pierwszymi wzgórzami, znaleźliśmy płaski teren nadający się pod namioty, zjedliśmy kolację, jak zwykle zakończoną jakąś tequilą i piwem, i udaliśmy się spać.

10.11.2009 – wtorek - Palomas, SLP 79.417 km

Rano wstąpiliśmy na najbliżej nas położoną górkę, a na niej dość szybko odkryłem populację: Mammillaria surculosa GM1256, Jacquemontia abutiloides GM1256.1, Turbinicarpus jauernigii GM1256.2, Ibervillea sp. GM1256.3 – prawdopodobnie nie jest to I. sonorensis, gdyż ma inny kształt bulwy, inny zapach, nieco inne owoce i nasiona, Thelocactus tulensis GM1256.4, Cnidoscolus (Jatropha) urens GM1256.5, ziele znane jako oregano GM1256.6, Mammillaria microthele GM1256.7, Echinocereus pentalophus, Astrophytum myriostigma, Coryphantha delicata, Mammillaria pilispina.

Mammillaria surculosa GM1256

  

Jacquemontia abutiloides GM1256.1                                                                     Cnidoscolus (Jatropha) urens GM1256.5

  

Turbinicarpus jauernigii GM1256.2

  

Thelocactus tulensis GM1256.4                                                      Mammillaria microthele GM1256.7

Po spakowaniu namiotów ruszyliśmy na południe. Jeszcze przy drodze zatrzymaliśmy się, gdy zobaczyliśmy ciekawe krzaki: Pseudosmodingium virletii GM1256.8.

Pseudosmodingium virletii GM1256.8

I pojechaliśmy dalej. Zamierzałem zobaczyć jeszcze kilka miejsc, więc przed Las Tablas skręciliśmy w drogę gruntową w prawo, ale po ujechaniu prawie kilometra błotnista maź przed nami spowodowała, że musieliśmy zawrócić. Jeszcze tylko rzut oka w miejscu powrotu: Coryphantha maiz-tablasensis GM1256.9.

  

Coryphantha maiz-tablasensis GM1257.1

  

Turbinicarpus lophophoroides GM1257

stanowisko Turbinicarpus lophophoroides GM1257

Bliżej Las Tablas wjechaliśmy w porośnięte trawą i innymi zielnymi równiny. W miejscu, gdzie widać było dużo wolnej od innych roślin przestrzeni, w zaschniętym białym błocie znaleźliśmy dużą populację: Turbinicarpus lophophoroides GM1257 – niektóre rośliny kwitły, a niektóre owocowały, Coryphantha maiz-tablasensis GM1257.1 – również znaleźliśmy rośliny kwitnące, Mammillaria centralifera, Echinocereus cinerascens. Minęliśmy Las Tablas, ale zatrzymaliśmy się przy wzgórzach w połowie drogi do La Muralla.

  

Loselia mexicana GM1257.15,  Astrophytum myriostigma GM1257.2, Mammillaria albata GM1257.3

  

Thelocactus hexaedrophorus GM1257.4                                         Echinocereus pentalophus GM1257.8

  

Ariocarpus retusus v. scapharostroides GM1257.6                        Tradescanthia sp. GM1257.9

Na skalistym szczycie znaleźliśmy: Astrophytum myriostigma GM1257.2, Mammillaria albata GM1257.3, Thelocactus hexaedrophorus GM1257.4, Mammillaria candida GM1257.5, Ariocarpus retusus v. scapharostroides GM1257.6, Echinocactus ingens GM1257.7, Echinocereus pentalophus GM1257.8, Tradescanthia sp. GM1257.9, Ipomea sp. GM1257.10, Loselia mexicana GM1257.15 – czerwono kwitnące z rodziny Asclepiadaceae. Wracając, już przy aucie znalazłem: Turbinicarpus lophophoroides GM1257.11

  

miasteczko San Francisco

Za San Francisco jeszcze jeden postój na stanowisku: Lophophora koehresii GM1257.12, Ariocarpus kotschoubeyanus v. sladkovsky GM1257.13, Coryphantha maiz-tablasensis, Mammillaria centralifera..

  

Ariocarpus kotschoubeyanus v. sladkovsky GM1257.13                 Lophophora koehresii GM1257.12

Selenicereus grandiflorus GM1257.14

W dalszej drodze zwróciły moją uwagę drzewa porośnięte obficie przez: Selenicereus grandiflorus GM1257.14 Teraz już pruliśmy jak najdalej na południe, przez Rio Verde, gdzie zatankowaliśmy. Szybkimi krokami zbliżała się ciemność, a w powietrzu czuliśmy wilgoć. Przez góry i przełęcz Piñal de Amoles przejechaliśmy niekończącymi się zakrętami po ciemku i w tak gęstej mgle, że nie było widać na kilka metrów. Całe szczęście, że na drodze są wymalowane pasy środkowe, rozdzielające jezdnie. Tylko dlatego do Cadereyta dotarliśmy cali i zdrowi.

11.11.2009 - środa – hotel Cadereyta, Que. 79.745 km (400 peso)

Ten dzień zaplanowałem na znalezienie Turbinicarpus lausseri, o którym wiem, że rośnie dość blisko drogi asfaltowej, w każdym razie po tej stronie głębokiego kanionu. W mijanej wiosce skierowaliśmy się w lewo, później drogą gruntową w prawo, aż do dołów kopalni kruszywa. Tu zatrzymaliśmy, jako, że dalej już nie prowadziła żadna droga przejezdna. Zaczęliśmy wspinać się na wysokie góry, w kierunku południowym. Grzbietem ruszyliśmy na wschód. Ponieważ w nocy padało, od mokrych krzaków my też byliśmy mokrzy. Wprawdzie zapowiadało się deszczowo, ale na górze zaczęło się wypogadzać. Gdy zbliżyliśmy się już do niemal końca góry, przed obniżeniem do kanionu, zaczęliśmy schodzić na stronę północną, ku widocznej odnodze góry z plamami skalnych płaszczyzn.

  

paproć Astrolepis sp. GM1258.2                                                                           Coryphantha octacantha GM1258.3

  

Turbinicarpus lausseri GM1258

  

Turbinicarpus lausseri GM1258

  

sukulent GM1258.5                                                                         Mammillaria cadereytensis GM1258.4

  

Astrophytum ornatum v. mirbellii GM1258.7                                   Bursera schlechtendalii GM1258.8

Bursera fagaroides GM1258.9

Na tych skałach, częściowo w mchu, znaleźliśmy: Turbinicarpus lausseri GM1258 –rośliny tej populacji kwitną ciemno czerwonymi kwiatami, Coryphantha cornifera GM1258.1, paproć Astrolepis sp. GM1258.2, Coryphantha octacantha GM1258.3, Mammillaria cadereytensis GM1258.4, niezidentyfikowany sukulent GM1258.5, Agave xylonacantha GM1258.6. Zaczęliśmy schodzić w dół do kanionu wiodącego ku autu, ale zamiast iść dnem, weszliśmy na przeciwległe niewysokie zbocze.

Tam, na skraju wielkiego kanionu, wręcz roiło się od burser, więc zaczęliśmy iść pod górę wstępującą krawędzią kanionu: Astrophytum ornatum v. mirbellii GM1258.7, Bursera schlechtendalii GM1258.8 o korze czerwonej, Bursera fagaroides GM1258.9, Echinofossulocactus lamellosus GM1258.10. Miałem nadzieję, że i w tej lokalizacji znajdziemy jakąś roślinę rzadkiej Mammillaria herrera, niestety nie znaleźliśmy. Będąc na wprost auta, zaczęliśmy trawersować w dół, ale było to okropnie trudne zadanie, bowiem natrafiliśmy na gęste i wysokie akacje, przez które musieliśmy się przedrzeć. Dokonaliśmy tego, choć krew się lała. Wracając, najpierw wjechaliśmy do niegdyś zamkniętego miasteczka Bella Vista del Rio, gdzie zjedliśmy doskonałe tacos, a następnie zatrzymaliśmy się na typowym stanowisku przy cmentarzu Vista Herosa.

  

Ariocarpus kotschoubeyanus v. elephanthidens GM1258.11

Echinofossulocactus lamellosus GM1258.12

  

Thelocactus hastifer GM1258.13                                                   Thelocactus leucacanthus GM1258.14

Tutaj Kazik i Darek musieli zobaczyć populację kwitnących: Ariocarpus kotschoubeyanus v. elephanthidens GM1258.11. Po przeciwnej stronie tylko z Darkiem, bo Kazik liczył ariaki, wdrapaliśmy się by zobaczyć: Echinofossulocactus lamellosus GM1258.12, Thelocactus hastifer GM1258.13, Th. leucacanthus GM1258.14.

  

Ariocarpus kotschoubeyanus v. elephanthidens GM1258.15

  

motyl Monarch   Danaus plexippus                                                  Cylindropuntia tunicata GM1258.16

droga budowana dla rurociągu wody pitnej, wzdłuż gór Sierra el Doctor

Dzień się kończył, więc ruszyliśmy do Cadereyta, ale kilometr dalej zatrzymaliśmy się na znanym mi od dawna miejscu, gdzie w roku 1996 znaleźliśmy olbrzymią populację wielkich roślin, a już w roku 1999 ariaki były wyzbierane. Jakież było moje zdziwienie, gdy zobaczyłem tysiące roślin, które wprawdzie nie były tak wielkie jak niegdyś, ale osiągały 5-6 cm średnicy: Ariocarpus kotschoubeyanus v. elephanthidens GM1258.15, Cylindropuntia tunicata GM1258.16. Jako nową rzecz, zauważyłem nową drogę, budowaną po przeciwnej stronie kanionu, blisko starych stanowisk Turbinicarpus lausseri, która ma służyć, jako trasa rurociągu przesyłowego wody pitnej dla miasta Queretaro. Wróciliśmy do Cadereyta, ale tym razem do naszego starego, znanego z dawnych czasów, lecz odnowionego hotelu, w którym były dużo lepsze warunki.

12.11.2009 – czwartek – hotel Cadereyta, Que. 79.820 km (450 peso)

Koniecznością dla każdego, kto po raz pierwszy jest w Meksyku, są odwiedziny miejsc, gdzie występują strombaki. Ponieważ Xichu zostało daleko od trasy naszego przejazdu, pozostały żółto kwitnące. 

  

Strombocactus disciformis GM1258.19                                          Mammillaria parkinsonii GM1258.18

  

Astrophytum ornatum GM1258.17                                                 Coryphantha erecta GM1258.20

Wybrałem miejsce Peña Blanca, gdzie rosną niezbyt wielkie rośliny: Strombocactus disciformis GM1258.19, oraz Astrophytum ornatum GM1258.17, Mammillaria parkinsonii GM1258.18, Coryphantha erecta GM1258.20, Thelocactus leucacanthus. W drodze powrotnej wróciłem do dawno nieodwiedzanego miejsca między Peña Blanca a Vizaron – znane miejsce w kanionie przy kapliczce.

Astrophytum ornatum GM1258.23

  

Strombocactus disciformis GM1258.21                                          Lophophora diffusa GM1258.22

Foqueria splendens

Dojechaliśmy autem niemal na samo stanowisko, które aktualnie jest ogrodzone i tylko przez płot można się do niego dostać. Rosnące tu, na niemal pionowych skałach łupkowych strombaki są dużo większe niż na innych stanowiskach, i nie jest wyjątkiem roślina o średnicy 12 cm, a rosnąc kępiasto tworzą grupy o średnicy kilkudziesięciu centymetrów. Również lofofory na tym stanowisku zielenieją pod krzakami Larrea tridentata wielogłowymi poduszkami półmetrowej średnicy: Strombocactus disciformis GM1258.21, Lophophora diffusa GM1258.22, Astrophytum ornatum GM1258.23, Mammillaria parkinsonii, M. elongata, Coryphantha erecta, C. cornifera, Thelocactus leucacanthus, Ferocactus echidne.

  

Echinofossulocactus anfractuosus GM1258.24                              Mammillaria sempervivii GM1258.25

W drodze do kanionu Tolantongo zatrzymaliśmy się przy wzgórzach za skrzyżowaniem do Cardonal, gdzie zobaczyliśmy: Echinofossulocactus anfractuosus GM1258.24, Mammillaria sempervivii GM1258.25. Miałem nadzieję zobaczyć Turbinicarpus pseudomacrochele, ale czas poganiał nas do doliny. Po pewnym czasie zobaczyliśmy tę głęboką rozpadlinę i zaczęliśmy serpentynami zjeżdżać w dół.

  

Cephalocereus senilis GM1258.26                                        Selaginella lepidophylla

Gdy napotkaliśmy pierwsze wysokie kolumny starców, zatrzymaliśmy się. Dalej nie było już sensu jechać, bo wieczór się zbliżał: Cephalocereus senilis GM1258.26. Wracając, zatrzymaliśmy się przy wiejącym silnym i zimnym wietrze w pobliżu wioski El Cubo, z nadzieją, że zobaczymy Echinocereus pulchellus, jednak spędzonych kilka chwil w tych warunkach skutecznie nas odwiodło od dalszych poszukiwań.

  

Echinocereus pulchellus GM1259                                                    razem z Mammillaria uncinata GM1259.3

  

Echinofossulocactus heteracanthus GM1259.2                            Mammillaria magnimamma GM1259.5

  

Ferocactus latispinus GM1259.1                                                Dasylirion longissima GM1259.7

  

Yucca carneoroseana GM1259.8                                                    Agave aff. parryi GM1259.6

Nieopodal Pachuca zwiedziliśmy stanowisko na którym fotografowaliśmy Echinocereus pulchellus GM1259, Ferocactus latispinus GM1259.1 – akurat kwitły, Echinofossulocactus heteracanthus GM1259.2, Mammillaria uncinata GM1259.3, Opuntia sp. forma cristata GM1259.4, Mammillaria magnimamma GM1259.5, Agave aff. parryi GM1259.6, Dasylirion longissima GM1259.7, Yucca carneoroseana GM1259.8.

Późnym wieczorem, już po zmroku dotarliśmy do hotelu w Pachuca.

13.11.2009 – piątek – Pachuca, Hid. 80.099 km (490 peso)

Przyszedł czas na inne atrakcje Meksyku. Udaliśmy się zatem do Teotihuacan, zwiedzać kompleks piramid.

Piramida Słońca.

sprzedawcy pamiątek

pamiątki

pamiątki

widok z Piramidy Słońca

  

próby sprzętu w tarkcie zakupów                                                 przyszła sprzedawczyni

Wdrapaliśmy się na Piramidę Słońca, podziwialiśmy freski i inne ciekawostki tego kompleksu, a także poczyniliśmy zakupy różnych drobnych i mniej drobnych pamiątek (koszulki, narzuty, gwizdki itp.). Wieczorem dotarliśmy do motelu Las Vagas, hotelu na godziny, który nie tylko, że jest tani, ale oferuje bardzo dobre i higieniczne warunki oraz dużo miejsca. Wynajęliśmy więc trzy pokoje, dla każdego po jednym. Przy wieczornej tequili, pitej wprost na obszernym łóżku, Darek bawił się w fotografowanie nas w tej nietypowej scenerii.


14.11.2009 – sobota – Mexico City, 80.200 km (3x200 peso)

Rano zdaliśmy auto pracownikowi firmy wynajmującej. Zwrócili nam też za obie zakupione na początku wyprawy opony.

maski

  

dziewczyny

  

pałac sztuki w Mexico City                                                             takie ozdoby spotyka się tu często

Katedra na Zocalo

Występy Indian na Zocalo

  

obserwatorka występów Indian                                                    zauważył mnie, że fotografuję nie uiściwszy opłaty

nieźle się tu wszyscy bawią

Darek prześledził cały występ pstrykając wiele fotek

  

ja w tym czasie uwieczniałem obserwujące tłumy

  

Symbol prekolumbijskiego miasta Tenochtitlan (dzisiejsze Mexico City), składającego się ze słów TETL = ziemia, NOCHTLI = opuncja, TLAN = kwiat, co ma znaczyć "ziemia, na której kwitną opuncje".

nasz ostatni, fantastyczny w smaku posiłek

Po zdaniu auta, mając sporo czasu do odlotu samolotu, pojechaliśmy na targowisko Mercado de Artemisia Balderas. Jeszcze było nieczynne, więc udaliśmy się do centrum Zocalo, gdzie tańce Indian zafrapowały Darka. W całym centrum panował przedświąteczny ruch. Było barwnie i wesoło. Po powrocie na Balderas, zrobiliśmy niezbędne zakupy, a nade wszystko, po przeciwnej stronie ulicy zjedliśmy fantastyczny, smaczny obiad, w postaci smażonej na ruszcie polędwicy, z dodatkiem opuncji i jalapeños. Powrót do motelu był, z uwagi na niesamowity tłok na ulicach, bardzo długi. Te kilkanaście kilometrów jechaliśmy taxi ponad godzinę. Już nie puściliśmy tego taxi, tylko poleciliśmy znaleźć kierowcy drugie auto, i tymi dwoma zabraliśmy się na lotnisko. Z odprawą nie mieliśmy żadnych problemów. W samolocie okazało się, że jednak zjedzona przeze mnie i Darka opuncja nie była dobrze dopieczona i łagodnie na nas podziałała, co skutkowało trzykrotnym zajmowaniem WC. Całe szczęście, że jedliśmy jalapeños, więc problemy szybko się skończyły i nie były zbyt dokuczliwe. Powrót do domów też był bezproblemowy.

HOME