W krainie Pyrrhocactus - Argentyna 2015




Wielokrotnie będąc w Chile studiowałem szczególnie rodzaj Eriosyce. Do kompletu zabrakło mi jednak rosnącej po drugiej stronie Andów grupy Pyrrhocactus. Tym razem postanowiłem dokonać przeglądu stanowisk tych roślin, a ponieważ występują one w Argentynie, akces w wycieczce zgłosiła moja żona. Rychło też do projektu przyłączyli się: mój syn Cyryl, synowa Milena oraz 8 letni wnuk Piotr. To mi nawet pasowało, bo chciałbym zaszczepić w nich pasję podróżowania, a może nawet wnuka zainteresują kaktusy. Miałbym wówczas komu przekazać moją kolekcję. Koniecznie trzeba było wynająć auto typu bus, a ponieważ miejsca było wystarczająco dużo, dołączył do nas Sławek Kopczyński.

 

          Cyryl                      Maria                  Piotrek               Grzegorz                  Milena                     Sławek

 Aby urozmaicić wyprawę, trasę zaplanowałem z Mendozy, przez Santiago de Chile, na południe po Constitucion, a następnie przez przejście graniczne w dolinie Maule do Argentyny, skąd już znanymi stanowiskami Pyrrhocactus na północ, aż po San Antonio de los Cobres i z powrotem do Mendozy. Auto z ubezpieczeniem na oba kraje podstawiła nam na lotnisko w Mendozie chilijska firma Lys, którą kieruje Andres Gabor.

 10.01.2015 sobota – Warszawa

lecieliśmy liniami Lufthansa przez Frankfurt do Buenos Aires, gdzie mając trochę czasu spacerowaliśmy nabrzeżem.

 11.01.2015 niedziela – Buenos Aires

Odebraliśmy bagaże na lotnisku Buenos Aires Ministro Pistarini Ezeiza (EZE), wymieniliśmy trochę pieniędzy, po czym autobusem linii Tienda Leon przetransportowaliśmy się na odległe o godzinę drogi lotnisko Buenos Aires Jorge Newbery (AEP), skąd samolotem linii Aerolineas Argentinas dotarliśmy do odległej o 1000 km Mendozy. Umówione auto na nas czekało ze stanem licznika 44.827 km. Po raz pierwszy spotkałem się z busem chińskiej marki JAG, z gwiazdą na przedzie. Auto okazało się dość wygodne i pojemne, skonstruowane na podwoziu Hyundai H1, miało tylko jedną wadę - jak na takie wielkie auto, zbyt małe koła – R15, co odczuwalne było szczególnie na drogach żwirowych równanych ciągnikami gąsiennicowymi.

Ponieważ słońce chyliło się ku zachodowi, czym prędzej pospieszyliśmy w kierunku Uspallata. Już niemal w nocy znaleźliśmy cabañas na obrzeżach Uspallata. Co prędzej też pojechaliśmy do miasta dokonać pierwszych niezbędnych zakupów, gdyż rano sklepy są nieczynne, a życie rozpoczyna się dopiero o godzinie 11,00.

12.01.2015 poniedziałek – Uspallata,  44.936 km cabaña


Po śniadaniu ruszamy w kierunku przejścia granicznego z Chile.



Po kilkunastu kilometrach zatrzymujemy się przy niewielkiej rzeczce Rio Pichueta, ponad którą wznoszą się czerwone skały.



Jest to nasze pierwsze kaktusowe miejsce. Podchodząc pod ściany spotykamy:




- Maihueniopsis glomerata GM1672.1


Już na stromiznach widzimy:






- Denmoza rhodacantha GM1672 oraz poszukiwane przeze mnie




- Pyrrhocactus straussianus GM1672.2


WP727-707       2100 mnpm


Kolejnym przystankiem była atrakcja turystyczna, jaką jest widok malowniczych przedkolumbijskich term noszących nazwę Monumento Natural Puente del Inca.




Dojście do punktu widokowego wiedzie przez uliczkę ciasno zastawioną stołami z pamiątkowymi wyrobami tutejszej ludności.




Najbardziej efektownie wyglądają różne figurki, które wystawione na działanie rudej, mocno zasolonej i parującej wody z term, pokrywają się warstwą rdzawych gipsowych osadów.




Dwa kilometry dalej znowu przystanek, tym razem to krótka, półgodzinna wycieczka w kierunku najwyższej góry Ameryki Południowej – Aconcagua.



Po drodze zaciekawiają nas brodzące po mokradłach ptaki Phegornis mitchelii



oraz odciśnięte w skale amonity 


Docieramy do granicy.



Na odprawę czekamy w wielkiej kolejce przeszło 2 godziny. Tutaj kontrola jest dosyć dokładna, chociaż nas raczej nie kontrolują, a wpuszczony do auta pies nie wyczuwa nawet suchych kiełbas w Sławka bagażu. Pewnie nigdy się nie zetknęły z polskimi wyrobami. Jeszcze na przejściu granicznym zaopatrujemy się w walutę chilijską, a kilometr dalej odpoczywamy nad pięknie położonym jeziorem Laguna del Inca,



skąd serpentynami zjeżdżamy w dół.


Kolejny postój w mieście Los Andes poświęciliśmy na porządne zaopatrzenie w supermarkecie w artykuły pierwszej potrzeby, żywność oraz napoje, nie wyłączając wody, piwa, wina jak i dobrego napoju Bogów pisco.


Już po zmroku docieramy do campingu Melpilla, położonego nad jeziorem na zachód od miasta.


13.01.2015 wtorek – Melpilla,  km 45.326 camping


Szybko się spakowaliśmy i pojechaliśmy w kierunku południowym, by za osadą Cholqui wjechać za pozwoleniem właścicielki na rancho, ponad którym wypiętrzały się wzgórza z dominującymi górą skałami.



Niezwykle barwna jaszczurka.



Odpoczynek na żądanie. Cały jestem podrapany.


Wejście było dla mnie diabelnie trudne. Głównym powodem była wysoka temperatura powietrza – dochodziło południe – jak i niezwykłe zagęszczenie bezlitośnie drapiących krzaków typu akacja itp.



Gdy już byłem na skałach, stwierdziłem, że krzaki pozbyły mnie osłony obiektywu, ale za to pojawiły się:




- Horridocactus curvispinus ssp. armatus GM1673, poniżej pięknie kwitły osty



- Cynara carduncularis GM1673.1


WP712        525 mnpm



Oenothera mollissima


Wróciliśmy do drogi głównej, która zaprowadziła nas nad zaporę wodną Embalse Rapel.




W wodzie zapory roiło się od ryb, które polowały na rzucane im do wody okruchy. Chcąc zniwelować refleksy zauważyłem, że w tych akacjach na poprzednim stanowisku straciłem również filtr polaryzacyjny, który zapewne się odkręcił. Jest to duża strata, bowiem dobry filtr zapewnia dużo lepsze nasycenie barw na zdjęciach.



Dotarliśmy późnym popołudniem do nadmorskiego Navidad, gdzie znaleźliśmy restaurację zapewniającą wszystkim doskonałe ryby, kraby oraz ostrygi. Wszystko było bardzo smaczne.


Podążyliśmy do Pupuya, gdzie już kiedyś bezskutecznie poszukiwałem Horridocactus aspillagae. Teraz dużo łatwiej mi było znaleźć to miejsce, ponieważ widziałem zdjęcia Darka Raczko, który był zabrany na to nieodległe od naszego wcześniejszego miejsce przez Florencję. Na zdjęciach spostrzegłem kilka punktów charakterystycznych, pozwalających mi na orientację w terenie.




Początkowo widziałem tylko:




- Neoporteria subgibbosa GM1674, żółto kwitnące krzaki



- Lupinus arboreum GM1676



- Trichocereus bolligerianus GM1676.1 oraz



- Ochagavia lindleyana GM1676.2 ale wkrótce wypatrzyłem poszukiwane





- Horridocactus aspillagae GM1675 niezbyt liczna ale ciekawa populacja zamykająca się w kręgu o średnicy kilkunastu metrów. Nie spodziewałem się znaleźć tak mocno ociernionych roślin, gdyż widywane na zdjęciach zazwyczaj mają tylko kilka przylegających cierni bocznych. Niektóre ze starszych roślin uzbrojone są w dość mocne ciernie środkowe.


WP713       150 mnpm    Pupuya.



Noc zastała nas w pięknym miejscu. Nie było sensu szukać lepszego miejsca na nocleg. Wyraźnie przeznaczona do sprzedania działka jeszcze nie znalazła klienta, a i te już ogrodzone dawno nie widziały właścicieli.


14.01.2015 środa – Pupuya, 45.461 km (WP713, 150 m) namioty



Od rana ponowiliśmy zwiedzanie stanowiska na skarpie i znaleźliśmy jeszcze wiele dalszych roślin H. aspillagae. Gdy nasyciliśmy karty pamięci zdjęciami, mogliśmy wreszcie opuścić ten piękny zakątek Chile. Szkoda tylko, że to miejsce może zostać bezpowrotnie stracone dla przyrody, wraz ze znalezieniem nabywcy wypalikowanego już terenu i późniejszym jego zagospodarowaniem. Myślę, że takich miejsc jeszcze trochę się znajdzie w okolicy, ale zagospodarowanie tych miejsc zazwyczaj oznacza koniec egzystencji roślin pokroju H. aspillagae.


Postanowiłem zwiedzić dolinę rzeki Rio Teno, co oznaczało dla nas bardzo długą wędrówkę.



Gdy minęliśmy osadę Canton nad rzeką Rio Teno, po prawej stronie wypatrzyliśmy jakieś kaktusy porastające dosyć strome skały. Zatrzymaliśmy się i znaleźliśmy:




- Horridocactus marksianus ssp. lisocarpa GM1677


WP141       970 mnpm   Canton



Rzeka Rio Teno


Innych kaktusów nie znaleźliśmy, chociaż powinny tu się też pojawić Neoporteria castanea.



Stary zwyczaj pozostawiania w miejscach mogił butelek z wodą. Legenda głosi, że kobieta z dzieckiem wędrowała przez góry, ale zmarła z braku wody. Gdy ją znaleziono tylko dziecko żyło przyssane do kobiety piersi. Na pamiątkę tego wydarzenia mogiły otaczane są setkami plastikowych butelek z wodą.


Pojechaliśmy dalej w górę rzeki, aż do drewnianego mostu, przy którym się zatrzymaliśmy.




Młodzi zostali nad strumieniami a ja i Sławek wspięliśmy się do skał wypiętrzających się ponad doliną. Droga była uciążliwa, ponieważ niesamowicie ostre i kolczaste nasiona traw wdzierały się do obuwia, powodując ciągłe postoje na ich czyszczenie. Na skałach pięknie prezentowały się:




- Horridocactus lisocarpa GM1678 obficie owocujące, czerwono kwitły



- Mutisia subulata ssp. rozmarinifolia GM1678.1, natomiast po wschodniej stronie, a więc w cieniu pod skałami zauważyliśmy ogórkowato rosnące i kryjące się w cieniu innej roślinności oraz skał




- Austrocactus hibernus GM1679, niestety nie posiadały owoców, a na nie liczyłem.


WP143         1635 mnpm     Rio Teno, Rio Molo


I znowu długa trasa w poprzek Chile. Wróciliśmy do Ruta 5 przed Curico, za San Javier skierowaliśmy się do Constitucion.



Dojechaliśmy gdy słońce już zachodziło.



Posililiśmy się rybami patrząc na czerwone niebo nad Oceanem, po czym znaleźliśmy nocleg na pobliskim campingu nad brzegiem Pacyfiku.



Serwowanie pisco



15.01.2015 czwartek – Constitucion, 46.029 km (WPT4) camping


Po śniadaniu udaliśmy się do Loanco, gdzie po dłuższym marszu dotarliśmy w pobliże latarni morskiej.




Ze zdjęć Darka wywnioskowałem, gdzie powinienem się udać, by znaleźć dalszą populację H. aspillagae, oznaczaną jako ssp. maechlerorum. Stanowisko moim zdaniem wyznaczyłem prawidłowo, jednak pomimo dłuższego poszukiwania przez całą grupę, nie udało nam się wypatrzeć ani jednej rośliny. Może z powodu suszy się pochowały, bo w pobliżu nie zaobserwowałem innego miejsca mogącego się nadawać na zasiedlenie tymi kaktusami. Widziałem tam tylko kwitnące:



- Cotula coronopifolia GM1679.2



- Eryngium sp. GM1679.3



- Alstroemeria presliana ssp. australis GM1679.4



Chaetanthera ciliata


WP144      40 mnpm,   Loanco



Kopce kreta Kururo czyli Spalacopus cyanus


Wracając znaleźliśmy niemal całe pole wzdłuż bagnistego strumienia porośnięte





- Gunera tinctoria GM1679.1



Wróciliśmy do Ruta 5 zatrzymując się w rybackiej wiosce Pellines,



gdzie zajadaliśmy się przysmakami w rodzaju wyjmowanych z pieca empanadas,





smakowitych krabów




oraz jeszcze lepszych ceviche z kilku ryb. Ceviche to danie z surowej ryby.



a także jakichś tutejszych mięczaków Pyura chilensis. Te ostatnie najmniej przypadły nam do gustu.



Zadowolenie po dobrym posiłku


Z Ruta 5 skierowaliśmy auto do doliny Rio Maule z zamiarem noclegu nad jeziorem Laguna Maule.



Pomysł ten niestety nie mógł zostać zrealizowany, jako że przejście graniczne nie znajduje się na granicy, ale przed jeziorem, a przejście to czynne jest tylko do godziny 17,00. Zawróciliśmy więc aby przenocować w dogodnym miejscu na łąkach nad rzeką. Z roślin znaleźliśmy:


- Rhodophiala montana GM1679.5



- Chuquiraga opositifolia GM1679.6



- Euphorbia portulacoides GM1679.7 oraz



- Viguirea revoluta GM1679.8



WP714      1525 mnpm,   Rio Maule


16.01.2015 piątek – Rio Maule, 46.328 km (WP714) namioty


Ostre słońce rozświetliło skały wznoszące się ponad doliną. Wyruszyliśmy na przejście graniczne. Odprawa przebiegła tym razem dosyć sprawnie i szybko, po czym dotarliśmy do jeziora. W bezpośrednim otoczeniu jeziora widziałem wyłącznie zielone



- Calycera herbacea GM1679.9


WP717     2340mnpm,    Laguna del Maule




Otoczyły nas stada niewielkich ptaszków Sicalis auriventris o żółtych głowach i podbrzuszach,



oraz mniej liczne Zonotrichia capensis z pomarańczowym szalikiem na szyi.


Ruszyliśmy w dalszą drogę, ale już po około kilometrze zatrzymaliśmy się na punkcie widokowym. Po przeciwnej stronie dostrzegłem zielone rośliny mieniące się różnobarwnymi kwiatami. Były to:



- Calceolaria filicaulis GM1679.10 o żółtych kwiatach wyglądających jak maleńkie banieczki



- Mimulus cupreus GM1679.11 o kwiatach ceglastej barwy



- Mimulus luteus GM1679.12 o żółtych kwiatach



- Hypochaeris acaulis GM1679.13 oraz




- Oxalis adanophylla GM1679.14 to cudownie wyglądające rośliny o fioletowych kwiatach i ciekawie uformowanych liściach.


WP723       2360 mnpm,   Laguna del Maule



W dalszej drodze napotkaliśmy łaty śniegu, który jeszcze nie stopniał, więc trzeba było się ochłodzić.



Przejechaliśmy przez granicę bez jej zauważenia, przy czym dobra asfaltowa droga wiodła malowniczym kanionem otoczonym wysokimi szczytami. Po przebyciu dobrych 30 km zatrzymano nas na przejściu granicznym Argentyny, gdzie znowu biurokracja zdominowana przez codzienną manianę oznaczała godzinę bezsensownego postoju.



Po odprawie i przystawieniu na różnych dokumentach wielu pieczątek podążyliśmy dalej. Zatrzymaliśmy się w pobliżu Bardas Blancas, gdzie wdrapaliśmy się na wysoką skalistą skarpę. Idąc dalej dotarliśmy do drogi, czyli niepotrzebnie się tu drapaliśmy w południowym skwarze, ale mogliśmy spokojnie dojechać, gdybym wcześniej dokładniej przestudiował mapy satelitarne. Niewiele jednak tu znaleźliśmy – z kaktusów tylko:



- Maihueniopsis platyacantha GM1679.15 oraz ostrokrzewy



- Milinum spinosum GM1679.16


KL097       1475 mnpm,    Bardas Blancas, Mendoza


Miała tu jeszcze rosnąć Maihuenia patagonica oraz Pterocactus fischeri, ale nigdzie ich nie dostrzegliśmy.


Zmęczeni upałem i pokąsani przez niezliczone muchy ruszyliśmy na północ. Zatrzymaliśmy się dopiero przy wzgórzu z kapliczkami przed Malargűe. Tutaj wreszcie była obfitość kaktusów:




- Denmoza rhodacantha GM1680 z owocami i pąkami kwiatowymi




- Pyrrhocactus straussianus GM1681 z owocami, tylko jedna roślina pocieszyła nas kwiatami a dwie miały nietypowe, żółte ciernie, oraz



- Trichocereus candicans GM1682 z pąkami kwiatowymi oraz czerwonymi, dojrzałymi owocami


KL099      1520 mnpm,    Malargűe, Mendoza


W miasteczku Malargűe próbowaliśmy zrobić zakupy, ale musieliśmy czekać do 17,00 na otwarcie marketu. Przez ten czas udało nam się wymienić pozostałe z Chile peso na argentyńską walutę oraz zjeść jakieś danie mięsne. Pozostało jeszcze trochę drogocennego czasu, więc nie było sensu nocowania na Camping Municipal, ale podążyliśmy do miejsca oznaczonego na mapie Laguna Blanca. Faktycznie otoczenie jeziora było zupełnie białe, gipsowe, a woda niesamowicie zasolona, wręcz gęsta. Po wodzie pływało kilka kaczek.


Rozłożyliśmy się obozowiskiem w tym pustym miejscu, chociaż ruiny budynków wskazywały, że kiedyś to miejsce tętniło życiem.



Od północy nadciągały burzowe chmury. W nocy pioruny trzaskały dokoła nas raz za razem a woda waliła z takim impetem, że wewnętrzne pokrycie namiotu zostało zachlapane błotem. Moja synowa pół nocy nie spała i trzęsła się ze strachu. Na szczęście nikomu nic się nie stało.


17.01.2015 sobota – Laguna Blanca. 46.013 km (WP734, 1650 m) namioty


Rano uprzedziłem wszystkich, by przed założeniem butów wytrząsali je, i faktycznie u syna i u mnie



pod butem znaleźliśmy czarnego skorpiona. Dojść do jeziora już nie było można, gdyż cały brzeg stał się jednym grzęzawiskiem. Spakowaliśmy się więc i ruszyliśmy dalej. Po drodze zatrzymaliśmy się jeszcze w okolicy El Sosneado. Tu też widzieliśmy:



- Maihueniopsis platyacantha GM1683


WP734      1650 mnpm,    El Sosneado, Mendoza


I kilometr dalej jeszcze raz:


- Maihueniopsis platyacantha GM1684


WP735     1700 mnpm,   El Sosneado, Mendoza



W dalszej drodze spostrzegliśmy jadące z naprzeciwka auto, pochodzące z okresu międzywojennego, lecz w bardzo dobrym stanie technicznym i estetycznym. To na pewno pozostałość po Niemcach uciekających z Europy. Takie cuda zobaczyć można tylko na wystawach, ale jeżdżące po żwirowych drogach Ruta 40 to po prostu ewenement.



Wkrótce rozpostarł się widok na leżące w dolinie jezioro. Na krawędzi obniżenia terenu zatrzymały nas wielkie białe, pokryte włosami kolumny. Musieliśmy zwiedzić teren, na którym odkryliśmy bogatą populację:





- Denmoza rhodacantha GM1685 na tym stanowisku rośliny od młodości posiadają żółte ciernie, a na starość osiągają 1,5 m wysokości i pokrywają się długimi białymi włosami




- Pyrrhocactus straussianus opisany przez Czechów jako Eriosyce multicolorispina. Na tym stanowisku większość roślin posiada żółte lub jasno brązowe ciernie. Prawdopodobnie to stanowisko powoduje, że występujące tu rośliny mają w większości żółte ciernie.


- Trichocereus candicans GM1686.1



- Opuntia sulphurea GM1686.2


WP2597       1440 mnpm,       Rio Diamante, Mendoza


Tunelem wykutym w skale dotarliśmy na zaporę Embalse Agua del Toro na rzece Rio Diamante,



zjechaliśmy bliżej wody, gdzie zgrzany Piotrek się wykąpał. Po jeziorze pływały łodzie z zabudowanymi na nich domami, wyglądające jak chińskie barki.




Teraz nie zatrzymując się już nigdzie pognaliśmy do znanego nam już cabañas w Uspallata, w którym zakończyliśmy ten dzień gotując zupę z dyni i przepijając kończącą się butelką chilijskiego pisco. W Argentynie niestety niemal niemożliwe jest kupienie porządnego trunku. Mają tylko wina – nawet bardzo dobre – białe wódki najczęściej polskie Sobieski i Wyborowa oraz kilka gatunków Fernetu. Koniaków czy whiski nie znają.


18.01.2015 niedziela – Uspallata. 46.989 km (WP2620) cabaña


Auto skierowaliśmy na północ drogą Ruta 40. Po około 25 km zatrzymaliśmy się w rozległej równinie. Jakiś czas wypatrywaliśmy roślin, ale znaleźliśmy wyłącznie:



- Pyrrhocactus straussianus GM1687 oraz


- Maihueniopsis glomerata GM1687.1


KL106              2300 mnpm,     N of Uspallata, Mendoza


Około 1 km dalej zatrzymaliśmy się znowu przy pozostałościach inkaskich Tambillos. Miałem nadzieję, że uda mi się zobaczyć Puna clavarioides, ale nie było mi to dane. Sławek już znał to miejsce, zarzekał się, że na pewno w tym miejscu je widział, a mimo to też nie dostrzegł ani jednej rośliny. Zobaczyliśmy wyłącznie:


- Pyrrhocactus straussianus GM1688



- Pterocactus reticulatus GM1689



- Maihueniopsis glomerata GM1689.1



- Argylia uspallatensis GM1689.2


TB630       2320 mnpm,    Tambillos, Mendoza



Jadąc dalej nie omieszkaliśmy zatrzymać się na białej jak śnieg lagunie, po której ćwiczyły jakieś auta szaloną jazdę.


Tym razem przejechaliśmy około 150 km zatrzymując się tylko przy niewielkim sklepiku po napoje. Dopiero nazwa osady Pachaco spowodowała dłuższy postój. Co prawda droga była zamknięta dla ruchu szlabanem, ale uzyskaliśmy zgodę dyżurującego policjanta na wjazd kilka kilometrów w głąb uszkodzonej, a przez to nieprzejezdnej drogi. Na stromym zboczu fotografowaliśmy:




- Pyrrhocactus straussianus ssp. pachacoensis GM1690



- Tephrocactus aoracanthus GM 1691



- Echinopsis leucantha GM 1692


- Opuntia sulphurea GM1692.1


TB326      1240 mnpm,    Pachaco, San Juan


O ile ociernienie roślin było mniej więcej zgodne z opisem, to wysokość roślin była u części populacji dwukrotnie wyższa.


Już przy chylącym się słońcu dotarliśmy w pobliże San Juan. Przy Villa General San Martin znaleźliśmy:


- Echinopsis leucantha GM1693 i



- Pyrrhocactus villicumensis GM1694


TB329     1070 mnpm,     Villa General San Martin, San Juan


Wieczór już zapadał, wobec czego zaczęliśmy rozglądać się za noclegiem. Długo nie mogliśmy nic znaleźć, a gdy już zrobiło się zupełnie ciemno – tym bardziej nie znaleźliśmy miejsca zdatnego do rozbicia namiotów i odpoczynku. Postanowiliśmy więc pojechać do San Juan. Długo poszukiwaliśmy campingu, aby wreszcie dobrze po północy ulokować się pośród bawiących się w najlepsze mieszkańców miasta.



Doskonale smakuje melon zalany alkoholem.


Noc nie należała do zbyt udanych, bowiem w niedzielę wszyscy bawili się do 4 – 5 rano. Gdy my o godzinie 8,30 zwijaliśmy namioty, wszyscy jeszcze dobrze spali.


19.01.2015 poniedziałek – San Juan, 47.420 km (WPT460) Camping Municipal


Ponownie udaliśmy się na poszukiwanie dalszych lokalizacji P. villicumensis, lub jak niektórzy podają P.vertogenii. Tym razem wjechaliśmy do doliny La Laja. Na niewysokich wzgórzach zobaczyliśmy:




- Pyrrhocactus villicumensis GM1695



- Echinopsis leucantha GM1696




- Pterocactus tuberosus GM1697


- Tephrocactus aoracanthus GM1697.1




- Trichocereus strigosus GM1697.2



WP736     680 mnpm,     La Laja, San Juan


Było to ciekawe miejsce, lecz trzeba się było ruszyć w dalszą drogę.

Po pewnym czasie jeszcze się zatrzymaliśmy przy głównej drodze, by na kilkumetrowej wysokości kopcach znaleźć:



- Pyrrhocactus villicumensis GM1698


- Tephrocactus aoracanthus GM1699


- Trichocereus strigosus GM1699.1


TB328      800 mnpm,    Talacasto, San Juan.


Muszę przyznać, że wszystkie widziane przeze mnie pyrokaktusy niczym się od siebie nie różniły, chociaż jedne nosiły nazwę P.vertogenii a drugie P.villicumensis, tak więc traktuję tę pierwszą nazwę jako synonim dużo starszej P.villicumensis.



Teraz czekała nas długa droga na północ. Za Villa Union, w najwyższym miejscu drogi prowadzącej przez góry zatrzymaliśmy się, aby znaleźć:




- Pyrrhocactus andreaeanus GM1700 – tylko niewiele roślin znaleźliśmy w trudno dostępnych miejscach,




- Gymnocalycium rhodantherum znane jako guanchinense GM1700.1


- Trichocereus strigosus GM1701



- Denmoza rhodacantha GM1701.1



- Tunilla corrugata GM1701.2



- Abromeitiella brevifolia GM1701.3


- Trichocereus terscheckii GM1701.4


TB761     2060 mnpm,     Villa Union, La Rioja


Zamierzaliśmy jechać dalej na północ, ale okazało się, że droga jest uszkodzona i będzie zamknięta przez kilka tygodni, ponieważ stawiają zerwany most. Oznaczało to dodatkowy nakład drogi rzędu 400 km.



Jechaliśmy więc niedaleko pięknego widokowo Parque Nacional Talampaya. Gdy wyjechaliśmy z parku dostrzegliśmy na poboczu drogi czynną restaurację, czym prędzej więc skorzystaliśmy z okazji. Przez czas jedzenia zrobiło się zupełnie ciemno, ale uzyskaliśmy zgodę właściciela na rozbicie namiotów na trawiastym placu przylegającym do restauracji.


20.01.2015 wtorek – Talampaya, 47.991 km (WPT255) namioty


Po śniadaniu, tym razem nie w restauracji, która jeszcze nie była czynna, pognaliśmy do Patquia, gdzie napoiliśmy auto,



naprawiliśmy oponę a następnie udaliśmy się do Los Colorados.



Skały w tym miejscu są niesamowicie czerwone, ale na nich zastaliśmy:



- Echinopsis leucantha GM1702





- Pyrrhocactus bulbocalyx GM1703



- Tillandsia giliesii GM1704



- Tillandsia xiphioides




- Gymnocalycium riojense GM1704.1



- G. schickendantzii GM1704.2



- Tephrocactus articulatus GM1704.3


- Trichocereus strigosus GM1704.4


TB337     665 mnpm,     Los Colorados, Patquia, La Rioja


Minęliśmy Famatina bez zatrzymywania się i dopiero prawie 200 km dalej wysiedliśmy z auta aby rozprostować kości. Znaleźliśmy jednak tylko:



- Tephrocactus articulatus GM1704.5 i



- Echinopsis leucantha GM1704.6


WP2640      1270 mnpm,    San Blas, La Rioja


Stąd droga powiodła nas do znanego miasta Fiambala. Minęliśmy je i dotarliśmy wkrótce do jeszcze bardziej znanych Termas de Fiambala, przy których postanowiliśmy przenocować na znajdującym się tam campingu. Po drodze pięknie kwitły:




- Tephrocactus alexanderi GM1705



nawet jeden z kwiatem grzebieniastym


WP2642      1710 mnpm,     Fiambala, Catamarca


Młodzież i małżonka zostali przy kąpieliskach, a ja i Sławek poszliśmy w górę bardzo gorącego strumienia.



Strumień bardzo szybko się skończył, Sławek został przy źródłach, bowiem wybrał się w klapkach, a ja postanowiłem wejść wyżej. Na początku dostrzegłem tylko:



- Echinopsis leucantha GM1707.1 nieco wyżej



- Abromeitiella brevifolia GM1707.2, ale też natrafiłem na skąpo rosnące w szczelinach skał



- Blossfeldia liliputana GM1706, a w końcu niemal w samej litej skale znalazłem jedną roślinę



- Lobivia famatimensis var. bonniae GM1707



WP2652    1850 mnpm,   Termas de Fiambala, Catamarca


Ponieważ było późno, nie szukałem dalej ale zszedłem by zażyć jeszcze kąpieli w basenach z wodą o temperaturze 40oC. Zjedliśmy jeszcze lokalne empanadas popijając piwem, po czym zagospodarowaliśmy się na tutejszym campingu.


21.01.2015 środa - Termas de Fiambala.  48.490 km (WP286) camping


Z samego rana, gdy pozostali przygotowywali śniadanie, ja i Sławek poszliśmy nad rzeczkę,



by po przeciwnej stronie spróbować znaleźć blosfeldie.




Bardzo szybko je wypatrzyliśmy w szczelinach kruchych skał wypełnionych iłem. Na stosunkowo niewielkiej przestrzeni, na wysokości od 1 do 2 – 3 metrów była ich dosyć znaczna ilość. Wszystkie mocno skurczone, ze środkiem zagłębionym w ciało. Widać, że tutaj dawno nie padało. Po śniadaniu aż do południa siedzieliśmy w termach mocząc się z przyjemnością.


Aby dostać się dalej na północ, musieliśmy wrócić niemal do granicy z La Rioja. Po drodze zatrzymaliśmy się nad rzeką Rio Salado, gdzie były tylko:


- Tephrocactus alexanderi GM1707.3 i


- Echinopsis leucantha GM1707.4


WP2653        1090 mnpm,    Salado, Catamarca


Droga Ruta 40 zaprowadziła nas za Belen, gdzie zrobiliśmy postój na jedzenie, który ja wykorzystałem na zwiedzanie okolicznych skał. Znalazłem tam:



- Parodia belenensis GM1708



- Gymnocalycium pugionacanthum GM1708.1


- Cleistocactus smaragdiflorus GM1708.2


WP2656      1290 mnpm,    Belen, Catamarca


Jakieś 30 km dalej napotkaliśmy przeszkodę na drodze. Niedawne opady spowodowały przerwanie drogi, przez którą spienione i brudne wody przelewały się z impetem na odcinku około 100 metrów.



Syn, który do tej pory prowadził auto odmówił próby przejazdu i wszyscy stwierdzili, że tego zadania muszę się podjąć ja. Widząc czekające auta pomocy technicznej i obserwując jadące i mocno kołyszące się na boki tiry obrałem trasę przejazdu omijając podwodne przeszkody sygnalizowane podbijaniem wody ponad jej taflę. Udało mi się przejechać bez problemu, oddałem więc kierownicę i pojechaliśmy dalej, kierując się na Cafayate,



pomnik Matki Ziemi - Pachamama



typowy obrazek


w którym liczyliśmy na nocleg na Campingu Municipal. Tak też się stało i już po zmroku rozbiliśmy namioty.


22.01.2015 czwartek – Cafayate.  49.000 km (Camping99) Camping Municipal


Rano zwiedziliśmy Cafayate.








z centrum artystycznym włącznie



oraz fabryką piwa artystycznego - nawet dobre w smaku.


Musieliśmy trochę poczekać na otwarcie jakiejkolwiek restauracji, ale w końcu doczekaliśmy się otwarcia lokalu znanego z najlepszych w Argentynie pierożków empanadas.



Faktycznie zamówiliśmy obfite porcje, a mimo to domówiliśmy jeszcze sporo. Empanadas były w 12 smakach, tzn. posiadało różne nadzienia. Wszystkie ściany lokalu ozdobione były wpisami klientów i my też się do tego zwyczaju dołączyliśmy.




Znaleźliśmy też wpisy w języku polskim, a nawet naszych kolegów z ubiegłorocznej wyprawy.





murale


Po dokonaniu licznych zakupów pamiątek oraz dostępnych tu liści coca, z których przyrządza się doskonałą w smaku zieloną herbatę, pojechaliśmy do El Obelisco.



Tak nazywany jest monumentalny kawałek skały, otoczony ogrodzeniem, by nikt go nie dotykał. Dokoła rosły:





- Gymnocalycium spegazzinii GM1709



- Acanthocalycium thionanthum GM1709.1



- Tephrocactus molinensis GM1709.2



- Echinopsis leucantha GM1709.3



- Tephrocactus weberi  GM1709.4


- Cereus aethiops GM1709.5


WP2669     1560 mnpm,    El Obelisco, Salta






Przy okazji podziwialiśmy fantastycznie uformowane, w czerwonym kolorze formacje skalne.


Powróciliśmy do Ruta 40 i zatrzymaliśmy się za San Carlos, gdyż po lewej stronie, na skałach pojawiły się jakieś duże dość kaktusy. Były to:



- Acanthocalycium thionanthum v. thionanthum GM1709.7 niektóre nawet kwitły żółtymi kwiatami




- Gymnocalycium spegazzinii GM1709.6 oraz ciekawa forma





- Parodia horrida GM1709.8


WPT238     1740 mnpm,    La Merced, San Carlos, Salta



Ponad stanowiskiem fruwały skrzecząc dwie sporej wielkości papugi.





mały lokalny cmentarzyk






Za osadą Angastaco rozpoczyna się park krajobrazowy Monumento Natural Angastaco, który zabrał nam trochę czasu, ale też było na co popatrzeć, a tym bardziej zatrzymać te momenty na kartach pamięci aparatów fotograficznych. Ta droga, pomimo że nadal nazywa się Ruta 40, nawierzchnię posiada szutrową.



Na tej drodze mnie smakowało piwo w fioletowych butelkach.



Na niemal gołej ziemi dostrzegłem tylko żółto kwitnące roślinki Calandrinia affinis o wąskich, skórzastych liściach oraz:



- Gymnocalycium spegazzinii GM1709.9



- Acanthocalycium thionanthum v. thionanthum GM1709.10



- Olsynium bodenbenderi GM1709.11


- Tephrocactus weberi GM1709.12


WPT2671       1915 mnpm,    Monumento Natural Angastaco, Salta


Kończył się dzień i trzeba było znaleźć miejsce na nocleg, póki jeszcze coś było widać.



Wypatrzyliśmy jakiś zjazd i blisko drogi (którą niemal nikt nie jeździ), ale za osłoną drzew, znaleźliśmy miejsce doskonałe na nocleg, a ponieważ drewna było w bród, urządziliśmy sobie ognisko.



Dokarmialiśmy też jakiegoś wychudzonego psa.


23.01.2015 piątek – Molinos.  49.160 km (WP2672, 2010 m) namioty


Obudziły nas ptaki i odgłos przejeżdżającego auta. W dogasającym ognisku jeszcze był żar.


Kilka kilometrów dalej znowu się zatrzymaliśmy z powodu widocznych na skałach kaktusów. Były to:



- Tephrocactus weberi GM1709.13


- Acanthocalycium thionanthum GM1709.14



- Trichocereus terscheckii GM1709.15


WP3005       2050 mnpm,     Molinos, Salta



Dalsze 24 km drogi i znowu postój. Tym razem znajdujemy więcej:



- Parodia cachiana GM1710




- Lobivia haemantha v. elongata GM1711


- Tillandsia tricholepis GM1712



- Portulaca grandiflora GM1713




- Parodia aureicentra GM1713.1



- Gymnocalycium spegazzinii GM1713.2


- Deuterocochnia sp. GM1713.3


WP3006       2230 mnpm,     Cachi, Salta


Dwa kilometry dalej zatrzymują nas kwitnące:






- Lobivia haemantha forma GM1713.5 oraz


- Opuntia sulphurea GM1713.4


WP3007       2270 mnpm,      Cachi, Salta


Cachi nam się specjalnie nie spodobało, ale nabraliśmy paliwa do pełna i ruszyliśmy dalej na północ.


Minęliśmy Payogasta i zrobiliśmy krótką wizytację miejsca postoju.


- Tillandsia silesii GM1714



- Rhodophiala montana GM1714.1



- Acanthocalycium thionanthum GM1714.2


WP3010       2680 mnpm,      Payogasta, Salta





Teraz zmierzaliśmy do kanionu znanego jako Graneros del Inca, w którym znaleziono pozostały po Inkach spichlerz. Tutaj rosły wyłącznie Trichocereus atacamensis.



Około 5 km dalej zobaczyliśmy:




- Gymnocalycium spegazzinii GM1714.3



- Maihueniopsis molfinoi GM1714.4



- Tunilla tilcarense GM1714.5 oraz



- Acanthocalycium thionanthum GM1714.6


WP3013      3065 mnpm,     La Poma, Salta


Stoki pobliskich gór porastały Trichocereus atacamensis.





Wkrótce droga zaczęła się bardzo wznosić a zakręty obracały nas o 180o, lecz ostro pod górę. Gdy na chwilę zatrzymaliśmy auto, nie można było wystartować pod górę i musieliśmy cofnąc się do bardziej płaskiego miejsca. Dalej już nie próbowaliśmy się zatrzymywać. Drogę wielokrotnie przecinały strumienie. Okolice zrobiły się bardzo malownicze a w dali było widać ośnieżone szczyty.







Wjechaliśmy na poziom ponad 4000 metrów, po bokach pojawiły się zielone kępy drzew Azorella compacta,






a droga nie zamierzała się spłaszczać, tylko dalej pięła się w górę. Przełęcz Abra del Acay osiągnęliśmy wg jednego GPSa na wysokości 4980 mnpm, a według drugiego na 5080 mnpm, chociaż tablica informacyjna na przełęczy głosiła, że jest tam tylko 4895 mnpm. Sprawdziłem na Google Earth i okazało się, że jest tam 4959 mnpm.




Jak by nie było, trudno się tam oddycha, a temperatura wynosiła dobrych 10oC poniżej zera. Dodatkowo wiejący wiatr spowodował, że czym prędzej schowaliśmy się do auta, robiąc tylko kilka niezbędnych zdjęć. Było to powodem, że nie skontrolowałem kół, chociaż miałem taki zamiar, bo zwykle przy takich ostrych podjazdach na nawierzchni szutrowej tylne koła się uszkadzają. Zaczęliśmy więc co szybciej zjeżdżać serpentynami w dół, do czasu, gdy poczuliśmy wdzierający się do auta smród palonej gumy.




Tak, to po oponie nie zostało śladu, a i felga nie nadawała się do dalszego użytkowania ani nawet wyprostowania. Przy panującym mrozie wyładowaliśmy bagaże i wymieniliśmy koło, lecz już nie posiadaliśmy rezerwy. Pozostało nam ostrożnie zjechać do drogi asfaltowej i w najbliższej przyszłości znaleźć coś na zapas. Zaplanowany dojazd do granicy Boliwii stał się tylko planem, który trzeba było odrzucić. Chylące się nisko za góry słońce zmusiło nas do wybrania jakiejś drogi prowadzącej w bok i tak oto znaleźliśmy płaski teren przeznaczony na boisko, na którym rozpostarliśmy namioty. Dookoła widzieliśmy cały szereg bielejących w terenie głów Pyrrhocactus umadeave, więc śniło nam się doskonale.


24.01.2015 sobota – Las Cuevas.  49.570 km (WP3017) namioty


Noc przebiegła spokojnie i pomimo, że obawiałem się chłodu na tej wysokości, było całkiem przyjemnie. Sławek i ja nie czekając na śniadanie rozbiegliśmy się po okolicy fotografując i zbierając owoce. O kwiatach już mogliśmy zapomnieć. Co z tego, że zebrałem dużo nasion, gdy z tego co mi wiadomo, one prawie zupełnie nie kiełkują. Może trzeba wobec nich stosować jakąś przemyślną technologię wysiewu, obróbkę termiczną gorącem lub odwrotnie – mrozem, stosowanie kwasu giberelinowego itp.?


Godzinne penetrowanie terenu przyniosło następujące wyniki:






- Pyrrhocactus umadeave GM1715





- Gymnocalycium spegazzinii GM1716


- Tunilla tilcarensis GM1716.1




- Tunilla soehrensii GM1716.2




- Maihueniopsis molfinoi GM1716.3


WP3017      3380 mnpm,     Las Cuevas, Salta




Gdy wróciliśmy do obozowiska, mój syn z wnukiem grali zaciekle w piłkę. Nie wiem skąd oni wzięli siłę na tej wysokości.


Gdy już nasyciliśmy się widokami pojechaliśmy w kierunku Salta.


Zatrzymaliśmy się w Santa Rosa de Tastil, gdzie rozłożyły się stragany z pamiątkami.



Najpierw udaliśmy się do prywatnego muzeum, w którym można zobaczyć wszystko, co ciekawe w tym terenie, ale głównie muzeum zarabia na obrazach malowanych przez właścicielkę obiektu.




pancerz pacernika



oryginalny kamienny klawesyn Indian, na którym właścicielka muzeum grała różne melodie.


Gdy zdecydowaliśmy się wyjść do straganów, rozpętała się ulewa i wszystkie stragany zostały zamknięte. Pojechaliśmy więc dalej przez piękny kanion Quebrada del Toro fotografując pejzaże z:





- Trichocereus atacamensis GM1716.4


WPT247       3090 mnpm,      Quebrada del Toro, Salta


Dojechaliśmy do Salty i próbowaliśmy dokonać zakupu felgi i opony, jednak w całym mieście odpowiadano nam, że do tego auta takich części brak i są one nietypowe. Przedzwoniliśmy do firmy, która nam wynajęła auto. Obiecali, że temat załatwią i najpóźniej za dwa dni przyślą do któregoś miasta leżącego na naszej trasie. Jednak niedługo stwierdzili, że tego nie da się załatwić i trzeba kilka tygodni by części sprowadzić z Chin. Pojechaliśmy wobec tego w drogę powrotną do Mendozy. Postanowiliśmy wreszcie przenocować w jakimś lepszym miejscu niż namiot, np. hotel lub cabañas. Straciliśmy dużo czasu na poszukiwania, ale każdy pytany bardzo był zdziwiony, po co w mieście hotel. Cabañas spotkać można tylko w miejscach wypoczynkowych a nie wielkich aglomeracjach. Zmęczeni bezowocnym poszukiwaniem minęliśmy Tucuman i w małej miejscowości Famailla znaleźliśmy wreszcie jakieś cabañas.



Ponieważ miejscowość leży na rozległych równinach i klimat jest wilgotny, byliśmy oblepieni potem a komarom i innym owadom nie było końca. Dobrze, że przynajmniej mieli jakiś niewielki basen, w którym do późna pluskały się dzieciaki. W domkach jedyną klimatyzację zapewniały wentylatory nad łóżkami i chyba tylko dlatego udało nam się dobrze wyspać przy otwartych oknach.


25.01.2015 niedziela – Famailla.  50.000 km (WP285) cabañas


Z samego rana zrobił się szum w domku. To z kosza na śmieci, będącego w centrum domku, aż do małej nieszczelności w ścianie bocznej wiła się dosyć szeroka ścieżka mrówek, opróżniających kosz ze smakołyków. Były ich tu tysiące i bardzo szybko się z tym uporały.


Szybko się spakowaliśmy i opuściliśmy miasteczko kierując się do San Fernando de Catamarca. Jeszcze przed miastem zatrzymaliśmy się widząc kwitnące:



- Trichocereus terscheckii GM1716.5 i niekwitnące


- Cereus stenogonus GM1716.6


WP3018        790 mnpm,      Amadores, Catamarca


Ominęliśmy San Fernando nie wjeżdżając do miasta, ale zatrzymaliśmy się opodal Miraflores, poddając się czarowi obficie kwitnącego czerwonymi kwiatami:




- Cereus stenogonus GM1717, obok kwitły



- Portulaca grandiflora GM1717.1 a na cereusie wisiały



- Tillandsia xiphioides GM1717.2


WPT22      777 mnpm,       Miraflores, Catamarca


Przy granicy z La Rioja, w mieście Chumbicha zatrzymaliśmy się na stacji benzynowej by zatankować, ale przede wszystkim by coś zjeść. Podane steki wołowe były bardzo dobre. Stacja benzynowa obsadzona była kwitnącymi, butelkowego kształtu:




- Chorisia insignis GM1717.3


WPgasolinera     425 mnpm,      Chumbicha, Catamarca


Teraz z przyjemnością jechaliśmy dalej, kierując się na Mazan. Przecinając góry zrobiliśmy sobie krótką przerwę obserwując:



- Parodia riojense GM1718



- Gymnocalycium oenanthemum (ambatoense) GM1819



- Gymnocalycium hossei GM1719.1


- Trichocereus strigosus GM1719.2


WP3019      1020 mnpm     Quebrada de la Sebila, Sierra de Ambato, La Rioja



Dojechaliśmy do Mazan i na pierwszych skałach za osadą dostrzegliśmy liczne kaktusy:




- Pyrrhocactus bulbocalyx GM1720



- Tephrocactus articulatus v. papyracanthus GM1720.1


- Echinopsis leucantha GM1721, natomiast pod skałami w cieniu drzew wystawały z ziemi brunatne owocniki pasożyta żerującego na korzeniach drzew:




- Prospanche americana GM1721.1



dokoła kwitły Arenaria


WP3022       675 mnpm,      Mazan, La Rioja


Jadąc do Mazan rzuciła nam się w oczy nazwa Termas Santa Teresita, wobec czego teraz tam zajechaliśmy.




była tu obfitość różnych zwierząt


Okazało się, że można na terenie obiektu rozbić namioty, z czego natychmiast skorzystaliśmy, do nocy pławiąc się w ciepłej wodzie termalnej i popijając piwem.


26.01.2015 poniedziałek – Termas Santa Teresita.  50.224 km (WPT252) namioty


Rano wstaliśmy mocno zgrzani, bo w nocy niezbyt się ochłodziło i chcieliśmy jeszcze się wykąpać. Jakie było nasze zdumienie, gdy się okazało, że w nocy spuszczono wodę z basenów, aby je wyczyścić. Dalsza nasza droga wiodła do La Rioja wzdłuż rzeki Rio Salado. Zatrzymaliśmy się po około 30 km, opodal miejscowości Carrizal. Na stromych stokach kamiennych lawin znaleźliśmy:



- Portulaca grandiflora





- Pyrrhocactus bulbocalyx GM1722





- Gymnocalycium hossei (mazanense) GM1723


- Trichocereus strigosus GM1724




- Echinopsis leucantha GM1724.1


- Tephrocactus aoracanthus GM1724.2



- Tephrocactus articulatus GM1724.3



- Ibicella lutea GM1724.4


- Parodia riojense GM1724.5


TB649     600 mnpm,      Carrizal, La Rioja


W La Rioja zapytaliśmy jakiegoś właściciela gomerii, czyli zakładu wulkanizacyjnego, czy nie znalazłby felgi i opony do naszego auta, a ten wprawdzie u siebie nie znalazł, ale w pół godziny obskoczył miasto i przywiózł pasujące, choć używane części. Okazało się, że do tego auta pasują koła od BMW. Wreszcie mieliśmy problem z głowy, a zapłaciliśmy chyba ¼ tego co byśmy zapłacili za nowe.

Teraz przyszedł czas by odwiedzić znane miejsce Valle de la Luna. Zdążyliśmy na ostatnie zwiedzanie tego dnia.



Obejrzeliśmy formę skalną o nazwie „gąsienica”,




a następnie księżycowy krajobraz na drugim stanowisku,




po czym rozpętała się burza,



co oznaczało powrót do bazy. Obok było pole namiotowe, na którym mogliśmy rozstawić namioty, a następnego dnia ponowić zwiedzanie doliny parku Parque Provincial Ischigualasto.



wystawa zebranych w Parku okazów muzealnych



Ulewę przeczekaliśmy w kawiarni popijając dobre wino, po czym przenieśliśmy się na camping.



Z trudnością wybraliśmy skrawki ziemi nie pokryte kałużami lub wręcz płynącymi strumieniami wody.



Tuż przed zachodem wyszło słońce rozświetlając okoliczne wzgórza i powodując tęczę na niebie.


27.01.2015 wtorek – Ischigualasto, 50.534 km (WPT256) namioty


Po śniadaniu idziemy ze Sławkiem na najbliższe wzgórza z czerwonej lawy. Znajdujemy tam:




- Gymnocalycium riojense kozelskianum GM1725




- Denmoza rhodacantha GM1726



- Tillandsia tricholepis GM1727


- Trichocereus strigosus GM1727.1


WP3026      1420 mnpm,     Ischigualasto, San Juan


Po czym okazuje się, że drogi w parku są rozmyte i najwcześniej następnego dnia uda nam się zwiedzanie. Wybieramy się więc na objazd okolicy.



Drogę przebiega guanako



Początkowo jedziemy pięknymi serpentynami przez malownicze góry Sierra del Valle Fertil do Huaco. W pewnym miejscu dostrzegam kaktusy, więc postój:




- Pyrrhocactus bulbocalyx GM1728


- Echinopsis leucantha GM1728.1


- Trichocereus strigosus GM1728.2


- Deuterocohnia sp.  GM1728.3


WPT257     865 mnpm,    Sierra del Valle Fertil




Przy wyjeździe z Parku żegna nas wielka rekonstrukcja dinozaura.


Docieramy do Huaco i na dalszą wędrówkę obieramy mniej uczęszczaną, ale malowniczą drogę serpentynami przez góry. W jednym miejscu jest punkt widokowy, na którym się zatrzymujemy, a ja standardowo idę na najbliższe skały. Tutaj znajduję:




- Pyrrhocactus andreaeanus GM1729 ale zupełnie niepodobny do wcześniej widzianych, oraz


- Denmoza rhodacantha GM1730


WP3029      975 mnpm,    Huaco, San Juan



Teraz opuszczamy góry jadąc wzdłuż laguny o brązowej wodzie do Jachal



i dalej dokoła San Juan na wschód, by wjechać na drogę wiodącą na północ przez znaną kaktusiarzom miejscowość Marayes.


Tutaj biegając po skałach znajdujemy:



- Gymnocalycium schickendantzii





- Pyrrhocactus megliolii GM1731



- Echinopsis leucantha GM1732



- Trichocereus strigosus GM1732.1



- Cereus aethiops GM1732.2


- Tephrocactus articulatus GM1732.3


WPT263     770 mnpm,     Marayes, San Juan


Już o zmroku docieramy do małego miasteczka Astica, gdzie wynajmujemy dość byle jakie cabañas.


28.01.2015 – środa – Astica, , 51.055 km (WP3041) cabañas


Jedziemy do Villa San Agustin by coś zjeść, a co ważniejsze dowiedzieć się w informacji turystycznej, czy jest po zo jechać do Valle de la Luna. Niestety informacja dla nas nie jest pomyślna – jeszcze kilka dni minie zanim szkody zostaną usunięte, czyli zapłaciliśmy za bilety ale by otrzymać zwrot, musielibyśmy tam się pofatygować, co oznacza koszt paliwa ale również stratę czasu. Wolimy zrobić dotację do parku. Jedziemy jeszcze poza miasto by pomyszkować po wzgórzach, na których znajdujemy:





- Parodia mesembrina ssp. juanensis GM1733




- Gymnocalycium castellanosii ssp. acorrugatum GM1734




- Trichocereus strigosus GM1734.1


- Echinopsis leucantha GM1734.2



- Convulvus chilensis GM1734.3


WP3043     880 mnpm,      Villa San Agustin, San Juan


Nie pozostaje nam nic innego jak tylko skierować auto do Mendozy. Robimy wszakże postój po kilkunastu kilometrach i widzimy:


- Echinopsis leucantha GM1734.4


- Gymnocalycium castellanosii ssp. acorrugatum GM1734.5


WP3046     780 mnpm,     Astica, San Juan


Jeszcze raz zatrzymujemy się w Marayes o kilkaset metrów wcześniej niż poprzednio. Poza wcześniej opisanymi roślinami:




Pyrrhocactus megliolii



Echinopsis leucantha


Cereus aethiops


blisko drogi, czyli nie na skałach znajdujemy sporą populację wielkich:




- Gymnocalycium schickendantzii GM1735


WPT263      750 mnpm,     Marayes, San Juan


Dalsza droga nie jest zbyt ciekawa, ale znajdujemy 30 km przed Mendozą jakieś cabañas z małym basenem, z czego skwapliwie korzystamy, opłacając go za dwie kolejne noce.


29.01.2015 - czwartek – Colonia Tres de Mayo.  51.437 km (WP3048) cabañas


Po śniadaniu niespiesznie jedziemy do Mendoza, aby zamówić hotel na ostatnią noc. Udaje nam się otrzymać miejsca w hotelu Itaka. Teraz trochę zwiedzamy miasto,




obsługują nas w jednej z lepszych restauracji, gdzie steki, które otrzymaliśmy nie mają sobie równych, po czym znowu niespiesznie wracamy na nocleg, wykorzystując czas na właściwe pakowanie bagaży do samolotu.


30.01.2015 – piątek  - Colonia Tres de Mayo. 51.532 km (WP3048) cabañas


Pakujemy się i przeprowadzamy do hotelu Itaka.




Znowu zwiedzamy miasto, jemy zasłużone steki, popijamy winem, o umówionej godzinie zdajemy auto bez specjalnych uwag i wieczorem idziemy znowu do centrum.




Tam się dopiero rozpoczyna życie artystyczne urozmaicone o sprzedaż wszelkiej maści pamiątek.

Film


31.01.2015 – sobota  - Mendoza. (WPT206) hostel Itaka



Z samego rana taksówki zabierają nas na lotnisko, a dalej to same uciążliwości i 1,5 dnia na darmo wyjęte z życiorysu. Znowu przez Buenos Aires, Frankfurt dolatujemy bez problemu do Warszawy.


 

Home